Historia pewnej dwucyfrówki

7 Mistrzostwa Europy roku 1984 miały się odbyć we Francji. Mało kto pamięta, że w turnieju finałowym brało udział jedynie OSIEM zespołów! W porównaniu z 24-ema drużynami, które bić się będą o ten tytuł za 2 lata również we Francji, w 1983 roku by awansować, trzeba już było być praktycznie najlepszym w Europie. Wiadomo, nie było państw powstałych po rozpoadzie ZSRR czy Jugosławii, była Czechosłowacja a nie dwa państwa, Izrael nie należał wówczas do UEFA. Krajów było mniej ale i awans był trudniejszy - Polsce nie udało się to wówczas ani razu, mimo że np. w eliminacjach do Euro`84 losowana była z pierwszego (!) koszyka.

W grupie 7 eliminacji, która liczyła 5 drużyn (grupy 1, 2 i 4 były 4-zespołowe, 3,5,6 i 7 - 5-zespołowe) los zetknął dwie bardzo silne ekipy. Były to Holandia oraz Hiszpania. Do tych ekip dolosowano solidną Irlandię oraz dwóch outsiderów - Islandię i Maltę.

Reprezentacja Oranje po dwóch Wicemistrzostwach Świata (1974,1978) i półfinale Euro`76 przeżywała kryzys. Nie zakwalifikowała się na Mundial w Hiszpanii, zespół był w trakcie przebudowy, do drużyny wchodził m.in. młodziutcy van Basten, Gullit, Riijkard, van Breukelen, Ronald Koeman, Vanenburg. Choć ich kariera rozbłysła tak naprawdę dopiero kilka lat później, w eliminacjach do Euro`84 drużyna pod wodzą Keesa Rijversa radziła sobie wyśmienicie (Gullit zdobył 5 bramek). Chociaż w pierwszym meczu, na wyjeździe przeciw Islandii zanotowała wpadkę, wywożąc zaledwie remis, później tylko raz dała sobie wydrzeć punkty - w Sewilli, w spotkaniu z Hiszpanią.

Hiszpanie po klęsce, jaką było dla nich odpadnięcie w drugiej rundzie Mistrzostw Świata 1982 roku, których byli gospodarzem, także zmieniali drużynę. Kapitanem pozostawał bramkarz Luis Arconada, przez lata będący golkiperem numer jeden w kadrze, ale w polu dochodziło do zmiany pokoleń. Szkoleniowcem został Miguel Muñoz (był on już chwilowym selekcjonerem w 1969 r.) który starał się połączyć rutynę (Arconado, Santillana, José Antonio Camacho, Gordillo, Carrasco) z nowymi twarzami w kadrze (Francisco Buyo, Manuel Sarabia, Hipólito "Poli"  Rincón, Juan Antonio Señor, Roberto czy Serrano).

Podobnie jak Holendrzy, Hiszpanie tylko dwa razy stracili punkty. Zremisowali z Irlandią i ulegli Holendrom. Co ciekawe, gdyby Hiszpanie mecz w Rotterdamie przynajmniej zremisowali, praktycznie cieszyliby się z awansu, ponieważ był to przedostatni mecz obu ekip i podopieczni Munoza mieliby wówczas 2 punkty przewagi i mecz z Maltą u siebie. Jako, że stało się inaczej, o wszystkim decydowały ostatnie dwa mecze w grupie.

Terminarz grupy 7 był tak ustalony, że obie drużyny mając tyle samo punktów po 7 spotkaniach, miały do rozegrania spotkania z najsłabszą w całych eliminacjach Maltą. Wówczas o kolejności miejsc nie decydowały bezpośrednie mecze - w tych lepsi byli Hiszpanie - u siebie wygrali 1:0 a w rewanżu lepsi byli :Pomartańczowi" w stosunku 2:1. O tym, kto miał awansować na turniej finałowy we Francji miała zadecydować różnica bramek, co tak naprawdę oznaczało jedno - nastrzelać jak najwięcej goli Maltańczykom. Przy czym Hiszpanie byli w sytuacji o wiele trudniejszej, bo po 7 kolejkach mieli stosunek bramek 12:7 (+5) podczas gdy Holendrzy legitymowali się bilansem 17:6 (+11).

Miejsce Drużyna Mecze Z R P B+ B- Różnica Pkt
1 Holandia 8 6 1 1 22 6 16 13
2 Hiszpania 7 5 1 1 12 7 5 11
3 Irlandia 8 4 1 3 20 10 10 9
4 Islandia 8 1 1 6 3 13 −10 3
5 Malta 7 1 0 6 4 25 −21 2

Różnica punktowa i bramkowa na korzyść Oranje zwiększyła się 17 grudnia 1983 roku. Na stadionie De Kuuip w Rotterdamie Holandia rozbiła Maltę 5:0 po dwóch golach Riijkarda (jego pierwsze trafienia w dorosłej reprezentacji) i strzałach Brockena, Wijnstekersa i Houtmana. Było to co prawda skromniejsze zwycięstwo niż to odniesione na Malcie (tam Holendrzy wygrali 6:0) ale i tak powiększało różnicę bramkową pomiędzy dwoma najlepszymi drużynami w grupie do 10 na korzyść Holandii. W dodatku Hiszpanie nie mieli dobrych wspomnień z wizyty na małej wyspie - zainkasowali tam co prawda komplet punktów, ale po niezwykle zaciętej walce. Maltańczycy do 60 minuty prowadzili nawet 2:1, dopiero gole Carrasco i Gordillo (na 6 minut przed końcem meczu) pozwoliły żelaznemu faworytowi na zwycięstwo.

Hiszpanie mierzyli się z Maltą 4 dni po Holendrach. Zespół, który w 7 meczach zdobył tylko 12 goli, teraz w jednym musiał strzelić niemal tyle samo, starajac się nie stracić żadnego. Tylko wygrana 11-oma lub większą różnica bramek dawała awans Hiszpanom. Wydawało się to niemożliwe. Prasa w obu krajach była stonowana, nikt bowiem nie wierzył w cuda. Kibice hiszpańscy do tego stopnia nie mieli nadziei, że na mecz, który odbyć się miał na Estadio Benito Villamarín w Sewilli wykupili jedynie 30 000 biletów - prawie połowa miejsc na obiekcie pozostała pusta...

Pogoda w dniu meczu była wyjątkowo nieciekawa. Było zimno, padał deszcz. Trener gospodarzy, Miguel Muñoz mobilizował swoich zawodników, że rywal jest sfatygowany podróżą i ma w nogach spotkaanie zprzed kilkudziesięciu godzin z Holendrami. I to zmęcznie po Maltańczykach było faktycznie widać. Być może nie byli przyzwyczajeni do tak niskich tempratur? W każdym razie Hiszpanie od początku zaczęli bombardować bramkę Johna Bonello. Już w 7 minucie arbiter z Turcji podyktował rzut karny dla gospodarzy. Piłkarz Realu Saragossa - Juan Señor podszedł do stojącej na 11-tym metrze piłki i ... nie trafił! Hiszpanie nie załamali się jednak takim obrotem spraw, atakowali nadal i w 15 minucie otworzyli wreszcie wynik - do siatki trafił Santillana - legenda madryckiego Realu. To miało rozwiązać worek z bramki, dalej miało być łatwiej.

Jakież było zdziwienie widzów i piłkarzy w czerwono-granatowych strojach, gdy w w 24 minucie z dystansu uderzył Degiorgio. Piłka zapewne padłaby łupem Francisco Buyo, gdyby po drodze nie trafiła w plecy Antonio Macedy. Rykoszet zmylił totalnie golkipera Hiszpanii a na tablicy wyników pojawił sie wynik 1:1. Odrabianie strat do Holandii trzeba było zacząć od początku, tyle że czasu było o 25 minut mniej... Niezawodny Santillana w ciągu zaledwie 5 minut od wyrównującego gola dla Maltańczyków skompletował hattricka i ... na tym skończyło się strzelanie w pierwszej połowie, mimo miażdżącej przewagi miejscowych. 3:1 dla Hiszpanii, strata do Holandii - 9 bramek i 45 minut na strzelenie tyluż lub więcej. Bramka co 5 minut ? To wydawało się większą abstrakcją niż obrazy Picassa.

Przed telewizorami co mniej cierpliwi fani zmieniali kanały ze stacji RTVE transmitujacej mecz na cokolwiek innego, lub wychodzili z domów. Ci na stadionie gorąco zagrzewali swoich pupili do boju. Oni święcie wierzyli w swoją drużynę.

20 minut drugiej odsłony pozwoliło Hiszpanii uwierzyć, że Euro`84 jest jednak realne! Poli Rincón - zawodnik, który rozgrywał dopiero szósty mecz w kadrze, zdobył trzy gole, kolejne dwa dołożył Maceda a jednego Santillana. Sześć bramek w 19 minut! tego nie spodziewał się nikt a na pewno nie oglądający spotkanie w telewizji reprezentanci Holandii! Hiszpanie krzyczeli jeden do drugiego, mobilizując się jeszcze bardziej, Maltańczycy, bladzi i wystraszeni patrzyli błagalnie w kierunku ławki rezerwowych i swojego trenera - Victora Scerriego. Nie byli w stanie nic zrobić, John Bonello modlił się, by potrafić na drugi dzień spojrzeć w lustro.

Na kwadrans przed końcem meczu drugą żółtą a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał pomocnik gości Michael Degiorgio. Hiszpanie wiedzieli, że osłabiony rywal, który i tak ledwo stał na nogach, próbując kraść każdą sekundę z pozostałego czasu, już im się nie wymknie. Minęło kilkadziesiąt sekund i Poli Rincón zdobył swojego czwartego gola. Kolejne 5 minut ataków non stop i Hiszpanie dopieli swego! na 6 minut przed końcem meczu było 12:1 dla Hiszpanii! Autorem decydującej bramki był Juan Señor - pechowy egzekutor jedenastki z pierwszej odsłony. Señor opowiadał, że był w takim amoku, że nawet nie pamiętał, jaki był wynik i czy daje już awans.

To był szok nawet dla zawodników, którzy widząc to dalej się motywowali krzycząc "dalej, strzelmy im jeszcze trzy!". Nie udało się, choć szanse były, m.in. arbiter jednego gola (autorstwa Gordillo) nie uznał. Nie miało to jednak znaczenia - hiszpańska reprezentacja dokonała rzeczy niemożliwej!

Zaraz po gwizdku sędziego przerwano wszystkie programy w hiszpańskiej telewizji, by poinformować o "cudzie w Sewilli". Stadion oszalał, oszalała ławka rezerwowych Hiszpanii i piłkarze na boisku. Wszyscy głośno śpiewali: "¡Sí, sí, sí, España va a París!" Poli Rincón uznany najlepszym graczem meczu, szybko przygarnął futbolówkę, którą rozgrywano spotkanie. Po latach wspominał:

- Wziąłem piłkę i zaniosłem do szatni. Podpisała się na niej cała drużyna a ja zabrałem ją do domu. To moja najcenniejsza pamiątka, mój największy skarb, który zabiorę ze sobą do grobu.

Holendrzy długo nie mogli uwierzyć, że nie pojadą na Mistrzostwa. W prasie pojawiały się opinie, że Maltańczycy odpuścili mecz w przerwie, podobno ktoś słyszał rozmowy piłkarzy obu drużyn. Prawda jest jednak taka, że ówczesny zespół Malty był drużyną STRICTE amatorską. Rozegranie dwóch niezwykle trudnych spotkań na przestrzeni 96 godzin przekraczało najnormalniej w świecie możliwości fizyczne, piłkarskie a także, co się okazało, psychiczne zawodników. Podkreślał to, broniąc swoich rodaków prezydent maltańskiej federacji piłkarskiej a później także Prezydent Malty - George Abela.

Hiszpanie na Mistrzostwach Europy 1984 roku dotarli aż do finału. Tam ulegli po głupich błędach gospodarzom turnieju, których do zwycięstwa pooprowadził Michel Platini. Ten, który był ojcem awansu - Poli Rincón na Euro nie pojechał... To już jednak zupełnie inna historia.

 
  • dodano: 16.01.2014 01:48
  • autor: Joanna Jeż
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy