Najlepsi z najlepszych?

 Razem ze zbliżającym się finiszem sezonu, coraz głośniej mówi się o zawodnikach, którzy w bieżącej kampanii odegrali najważniejsze role. Nie inaczej jest w Anglii. Na Wyspach oprócz mediów rokrocznie w wyborze "pomaga" PFA. Dzisiejsze nominacje - jak i większość poprzednich - niosą ze sobą wiele kontrowersji.

 Wydawać by się mogło, że dyskusja na temat zdobywcy tytułu Zawodnika Roku na Wyspach skończyła się w grudniu. Fantastyczne występy Luisa Suareza zjednały sobie tylu sympatyków, że statuetkę można było wręczać jeszcze przed zmianą roku w kalendarzu. Dwadzieścia dziewięć bramek i siedemnaście asyst to dorobek, którego dawno nikt w Anglii nie zebrał. Dominację kwestionują najczęściej fani Chelsea, którzy na szczycie chcieliby widzieć przedstawiciela swoich - Edena Hazarda. Belga śmiało można uznać za jedną z rewelacji sezonu, ale w mojej opinii nie zbliżył się do poziomu prezentowanego przez Urugwajczyka. Skoro wszystko wygląda na rozegrane, to czemu na początku akapitu pojawiło się słowo "wydawać"? Jak co roku, tak i tym razem, nie obyło się bez kontrowersji.

 Kapituła PFA obok członków jednej z dwóch ekip walczących o tytuł na Wyspach: Suareza, Sturridge'a i Edena Hazarda wybrała także Yayę Toure i najwybitniejszego przedstawiciela jednej z rewelacji sezonu - Southampton, Adama Lallanę. Jakkolwiek tych pięć wyborów dziwić nie powinno, tak Steven Gerrard przypomina tutaj czerstwą i zeschniętą wisienkę na wykwintnym torcie. Co gorsza, są tacy "eksperci", którzy uważają, że legendarnemu kapitanowi Liverpoolu statuetka POTY się zwyczajnie należy. Nie, Anglik w żaden sposób nie dystansuje swoich rywali na boisku. Podstawą do przyznania mu nagrody miałaby być właśnie ta "legenda". Steven płaczący na murawie i zbierający swoich kolegów do motywacyjnej rozmowy po jednym z najważniejszych spotkań roku na tyle poruszył publikę, że ta jest w stanie oddać mu godność rozgrywek. Jasne, to może być pewna przesada, ale w pewien sposób oddaje skalę szaleństwa. Zawodnik, który nawet w swojej lepszej połowie sezonu nie zbliżył się do poziomu rywali, ma dziś być uznawany za najlepszego w lidze, bo na tytuł Mistrza Anglii czeka od początku swojej kariery? To jakby robić z Premier League komercyjny talent show, w którym wygrywa ten, który opowie najsmutniejszą historię.

 Największe emocje powoduje jednak wybór Młodego Zawodnika Roku. Od samego regulaminu nagrody aż po jej przyznanie. Wielu - w mojej opinii słusznie - uważa, że grupę nominowanych: Sterlinga, Sturridge'a, Lallany, Hazarda Ramseya i Hazarda powinno się uszczuplić przynajmniej o dwie osoby. Eden Hazard i Daniel Sturridge z terminem "młody zawodnik" się nie kojarzą, a sam Sturidge 24 lata skończył już na samym początku sezonu. Do tego dochodzi fakt, że obydwaj są już nominowani do nagrody dla seniorów. Rok temu podobne kontrowersje - które jeszcze eskalowały się po ogłoszeniu wyników - wywoływała postać Garetha Bale'a. Tym samym blokują oni miejsce m.in. dla Romelu Lukaku, Cesara Azpilicueta, Christiana Eriksena czy wielkiego nieobecnego tegorocznych nominacji, Adnana Januzaja.

 Sam wybór Młodego Zawodnika Roku nie jest łatwy. Jedyni przedstawiciele klubu spoza TOP 4 - Luke Shaw i Adam Lallana muszą z pewnością być zadowoleni ze swoich występów, ale czy byli najlepsi? Rozgrywający Świętych rozegrał 34 spotkania, w których stwarzał swoim kolegom średnio dwie szanse na mecz, strzelał bramkę w prawie w co trzecim spotkaniu i równie często asystował swoim partnerom. Defensor z St. Mary's Stadium też ma prawo do świętowania po swoim debiucie w reprezentacji Anglii w wygranym pojedynku z Danią, który przyniósł mu wiele wzruszeń. Niech za wyznacznik jego formy w tej kampanii będzie zainteresowanie na rynku transferowym, jakie wzbudził 19-latek, którego wartość przekracza dziś dwadzieścia milionów euro.

 Jednak jak ich osiągnięcia mogą się mieć do trzech zawodników rywalizujących o mistrzostwo Anglii? Sturridge i Sterling kojarzą się dziś fanom angielskiej piłki - a może właśnie głównie jej bezstronnym obserwatorom - ze wszystkim, co dobre. Z przyjemnością płynącą z oglądania ich popisów, futbolem "na tak", fascynującej ofensywnej piłce i zachwycającej wymienności pozycji. Jednak ich znaczenie na tle całego zespołu nie ma się nijak do tego, jaki wpływ na rezultaty swoich kolegów ma Eden Hazard. Belg jest w bieżącej kampanii poza konkurencją w kreowaniu szans partnerom w zespole – stworzył ich już 87. Często to właśnie jego rajdy i dryblingi tworzą miejsce dla wbiegających kolegów i sieją popłoch w formacjach defensywnych rywali.

 Największym przegranym spośród nominowanych jest z pewnością Aaron Ramsey. Walijczyk był do grudnia faworytem w wyścigu o najwyższe laury, ale przełomowy dla jego kariery sezon przekreśliła kontuzja. Pomocnik stołecznego Arsenalu miał wypaść z gry na trzy tygodnie, a brakowało go w składzie aż trzy i pól miesiąca. Podopieczny Arsene Wengera w rozegranych do dziś dwudziestu spotkaniach w prawie co drugim meczu asystował przy bramce swojego kolegi z drużyny i/lub sam trafiał do siatki rywali. W pierwszych 13 spotkaniach Ramsey strzelił aż osiem bramek i mimo swojej długiej absencji pozostaje jednym z najlepszych strzelców swojego zespołu. Ciekawym byłoby zobaczyć Aaraona walczącego w pełni o miano najlepszego zawodnika ligi. Efekt, jaki wywierał na zespół odzwierciedla się w wynikach Kanonierów w czasie, gdy go brakowało i w postawie drużyny już po jego powrocie.

 A Wy, kogo Wy typujecie na zwycięzców w dwóch powyższych kategoriach?

 
  • dodano: 18.04.2014 19:32
  • autor: Jakub Żurawski
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy