Wyspy Zielonego Przylądka i futbol? Oczywiście że tak!

Ponad 600 km na zachód od wybrzeży Senegalu, pośród wód Atlantyku, znajduje się archipelag 26 wysp i wysepek, które w 1975 roku przestały być portugalską kolonią a stały się niepodległą republiką. Żyje na nich prawie 0.5 miliona mieszkańców, potomków czarnych niewolników i portugalskich kolonistów, ludzi pogodnych i wesołych, cieszących się życiem w klimacie zwrotnikowy i kochających... futbol! Tak pokrótce można opisać Wyspy Zielonego Przylądka!

Najbardziej na wschód z całego archipelagu położona jest wyspa o nazwie Boa Vista. Tam poznałem dwóch piłkarzy reprezentujących barwy obecnego mistrza wyspy „Onze Estrelas” Club de Bofareira: Geraldinio Lopes`a oraz Andre Delcio Ramos`a, którzy opowiedzieli mi o swoim klubie, treningach i urokach bycia graczem piłki nożnej na środku Atlantyku. System rozgrywek i sposób wyłaniania mistrza Wysp Zielonego Przylądka, a także bolączki lokalnego futbolu, przybliżył mi prezes Regionalnego Związku Piłki Nożnej Boa Vista (ARFBV), pan Joan Mosso Mendes.

Rozgrywki ligowe toczyły się już na naszych wyspach gdy byliśmy kolonią portugalską, ich początek datuje się na rok 1953 . Już w rok po uzyskaniu niepodległości ruszyły zawody o Mistrzostwo Wysp Zielonego Przylądka. Każda z 9-ciu zamieszkałych wysp ma swoją ligę regionalną która wyłania mistrza. Wyjątkiem są dwie największe wyspy Santiago i Santo Antao, które posiadają po dwie ligi (północną i południową). Po zakończeniu zmagań regionalnych zwycięzcy każdej z lig ( w sumie 11 drużyn), a także mistrz z poprzedniego sezonu, dzieleni są na dwie grupy i toczą między sobą pojedynki w systemie play-off. W roku 2013 mistrzem zostało CS Mindelense z Sao Vicente, które w finałowym dwumeczu pokonało Academica Porto Novo z Santo Antao.

CS Mindelense oraz Sporting Clube de Praia należą do najbardziej zasłużonych klubów gdyż w swej kolekcji mają wywalczonych po 9 tytułów mistrzowskich.

"W skład naszej ligi regionalnej, która jest w pełni amatorska, wchodzi osiem zespołów, w większości z miasta Sal-Rei, które jest stolicą Boa Visty. Rozgrywki prowadzone są przez 25-ciu sędziów, z których czterech ma uprawnienia krajowe i może rozstrzygać pojedynki na sąsiednich wyspach oraz mecze fazy play-off. Jako, że prowadzona przeze mnie liga jest amatorska i nie posiada żadnego znaczącego sponsora również moja funkcja prezesa jest sprawowana społecznie. Na co dzień jestem pielęgniarzem w szpitalu” – tak o krajowym i lokalnym futbolu opowiada prezes Mendes.

Teraz czas na małą ciekawostkę: wszystkie mecze ligowe na Boa Vista rozgrywane są na stadionie miejskim im. Arsenio Ramos`a, który mieści się w Sal-Rei. Obiekt jest dość specyficzny, gdyż składa sie tylko z jednej trybuny, częściowo zadaszonej, o pojemności około 3000 miejsc (wszystkie siedzące). W jej wnętrzu znajdują się szatnie, natryski, sanitariaty, pomieszczenia gospodarcze oraz pokoje dla sędziów. Tak więc wszystko czego potrzeba do rozgrywania meczów ale... no właśnie, jest jedno ale! Na całej wyspie nie ma innego stadionu czy boiska do piłki nożnej! To jednak nie wszystko. Murawa stadionu jest wiecznie zielona; mimo ostrego słońca, upałów i znikomych opadów żaden fragment boiska nie staci swej barwy... piłkarze rozgrywają swe mecze na tartanie! Porządny stadion musi mieć także i bieżnię, nie inaczej jest i tutaj z tą małą różnicą, że jest ona betonowa... całość obiektu otoczona jest kilkumetrowym murem.

Jak widzą zmagania ligowe zawodnicy klubu Onze Estrelas, czyli przekładając na język polski drużyny „Jedenastu Gwiazd” z Bofareira? W kilku zdaniach opowiadają jego lewoskrzydłowy Andre i stoper Geraldino:

Jesteśmy najmłodszym klubem na wyspie bo istniejemy dopiero od 2010 roku. Nasza drużyna składa się z 22 zawodników, prezesa, trenera i masażysty. Wszyscy gracze pochodza z Boa Visty z wyjątkiem jednego chłopaka, który jest Senegalczykiem. Klub prowadzi także zespół juniorów - „under-16”. Jesteśmy w 100% amatorami, nie dostajemy żadnych pieniędzy za mecze czy zwycięstwa. Posiadamy jednego sponsora, który zapewnia mam sprzęt sportowy i dzięki niemu mamy kilka kompletów koszulek oraz klubowe dresy. Problemem jest obuwie, które każdy kupuje w swoim zakresie a to dość spory wydatek jak na miejscowe warunki. Mecze ligowe rozgrywane są w weekendy: dwa w sobotę i dwa w niedzielę. Poprzedzają je dwie sesje treningowe w tygodniu lecz z faktu, że do dyspozycji wszystkich drużym biorących udział w rozgrywkach jest tylko jeden stadion musimy się dzielić dostępem do murawy z innymi. System jest identyczny dla wszystkich: pierwszego dnia trenujemy o tej samej porze wraz z innym klubem i każdy z zespołów ma dla siebie po połowie boiska. Wtedy doskonalimy technikę, ćwiczymy stałe fragmenty i mamy wewnętrzne gierki. Podczas drugiej sesji treningowej mamy dla siebie bieżnię i tam dominują ćwiczenia szybkościowe.” – opowiada Andre.

   

Dla mieszkańców Cabo Verde (czyli Wysp Zielonego Przylądka) futbol jest dyscypliną numer jeden, z racji historii kraju największą popularnością cieszy się liga portugalska a każdy z nas chciałby pójść w ślady Naniego, który urodził się na sąsiedniej wyspie – Santiago. Zaistnieć w zawodowej piłce jest bardzo trudno bo to wiąże się z wyjazdem zagranicznym. By tego dokonać trzeba być wybitnym ale bez menadżera i tak nic się nie zdziała. Nasze rozgrywki nie są transmitowane czy opisywane w prasie. Jedynie na koniec sezonu zagląda do nas telewizja i przygotowuje materiał o mistrzu każdej z wysp.” – dodaje Geraldinio

Miałem okazję obserwować na żywo dwa mecze na Boa Vista. Pierwszy w ramach rozgrywek mistrzowskich pomiędzy Onze Estrelas i Sport Club Sal-Rei (2:3), drugi pucharowy - Onze Estrelas kontra Desportivo Estância Baixo (2:0). Dzięki zaproszeniu od Andre odwiedziłem szatnię piłkarzy tuż przed samymi meczami i z bliska obserwowałem przygotowania do zawodów . Mimo, iż wokół wszyscy powtarzali, że są amatorami to takiej woli walki, motywacji i chęci wygranej dawno nie widziałem. Sama odprawa trenera przed wyjściem na murawę trwała 15 minut a w tym czasie w szatni panowała absolutna cisza. Każdy z meczów to 90minut walki, dużo agresji ale bez złośliwości i chamstwa. Do tego dużo emocji zarówno dla piłkarzy, trenerów jak i kibiców. Wystarczy wspomnieć, że w pierwszym meczu widziałem dwa rzuty karne (jeden przestrzelony), pięć goli, kilka żółtych i dwie czerwone kartki a drużyna kończąca pojedynek w dziewiątkę zdobyła zwycięską bramkę w końcówce spotkania! Kolejną ciekawostką niech będzie informacja, że zawodnicy z Sal-Rei wystapili w strojach z herbami.... Benfiki Lizbona!

   

Kilka słów o kibicach bo ich też nie zabrakło ma obu meczach. Schodzili się na trybunę już w czasie trwania zawodów, żadnych flag, koszulek czy szalików walczących drużyn ze sobą nie mieli... gdyż takowe nie są nigdzie dostępne (a szkoda, to dopiero może być pamiątka z wakacji!). Kilkanaście osób miało na sobie barwy ulubionych klubów z Portugalii, byli też „fani” Manchesteru United. Doping był rzadki ale żywiołowy, zrywał się po bramkach i kontrowersyjnych decyzjach sędziego (ten to się nasłuchał schodząc do szatni!) ale jakichkolwiek ręcznych prób przekonywania do swoich racji nie było. Co by jednak nie sądzić, że taka „sielanka” panuje za każdym razem trzeba nadmienić, iż mecz był obstawiany przez pięcioro funkcjonariuszy z prewencji spośród których, zdecydowanie najlepsze wrażenie zostawiła po sobie pani policjantka (...aż żal, że tak się kobieta marnuje...). Wielu kibiców to rodziny grających piłkarzy a ponieważ populacja całej Boa Visty wynosi niewiele ponad 6000 mieszkańców nietrudno więc zgadnąć, że każdy zna każdego... Jak mi wyjaśniono pewne familie nie przepadają za sobą a takie animozje połączone z emocjami na murawie kilka razy doprowadziły do obustronnego wymierzania sprawiedliwości... Tak więc wzmożone oddziały prewencji na stadionie to słuszna koncepcja! Wspomniałem już ile osób mieszka na wyspie to należy także dodać ilu z nich wybrało się w sobotę na mecz ligowy... 500 fanów piłki.

   

Ktoś przeglądając te kilka zdań o futbolu na Boa Vista czy całych Wyspach Zielonego Przylądkach może pomyśleć, że szkoda czasu na amatorską kopaninę, jakąś ligę o której się nigdzie nie przeczyta, czy wspomnienia o zawodnikach dla których rozegranie meczu na trawiastej murawie jest tylko w sferze marzeń... Po części racja, do namiastek zawodowej piłki im bardzo daleko, grają tylko dla siebie i przyjemności kibiców, część z nich musi (chce!) kilka razy w tygodniu pokonywać po 10-20 km na treningi i mecze a przecież pieniędzy z tego nie ma żadnych. Tylko taka mała uwaga na koniec ode mnie: jak idę na mecz i płacę za bilet albo włączam TV i oglądam polską ligę to chciałbym widzieć naszych zawodowych piłkarzy mających takie samo serce do gry i ambicję starczającą na 90 minut jak u tych amatorów grających gdzieś na Atlantyku.

Kończąc i dziękując za dotrwanie do ostatniego akapitu taka oto finalna ciekawostka w tym temacie: według najnowszych danych z lutego 2014 nasza kadra narodowa plasuje się na 70. pozycji w rankingu FIFA(zanotowaliśmy awans o 7 miejsc!). Wyspy Zielonego Przylądka są na 27. miejscu...

Daniel Wicher

Więcej zdjęć z piłkarskich Wysp Zielonego Przylądka możecie znaleźć TUTAJ

 
  • dodano: 26.02.2014 19:36
  • autor: Paweł Stolarczyk
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy