Andrea Pirlo. Myślę, więc gram

Andrea Pirlo to piłkarz szanowany i podziwiany przez większość futbolowego światka. Praktycznie każdy docenia jego niesamowite umiejętności oraz klasę, którą prezentuje zarówno na boisku, jak też poza nim. Czy zawodnik uważany za niezwykle grzecznego i uprzejmego jest w stanie napisać ciekawą autobiografię?

obserwuj autora na twitterze: filipmfn

Jest. Zdecydowanie jest. Wystarczy tylko, że jest inteligentny, ma lekkie pióro i pomysł, jak przekazać anegdoty ze swojej kariery. A Pirlo pomysłów ma bez liku i nawet zwykłe podpisanie kontraktu jest w stanie przedstawić w interesujący sposób.

Włoski pomocnik dowcipami słownymi i obrazowymi porównaniami sypie jak z rękawa. „Bo schował ją (walizkę) starannie niczym Bill Clinton Monikę Lewinsky pod swoim biurkiem w Gabinecie Owalnym”, a to tylko jeden z wielu przykładów niebanalnych połączeń słownych. Pirlo sam o sobie mówi „kiedy myślałem, biegałem szybciej od siebie samego”, a jego inteligencja przebija się z każdej strony książki.

Pirlo to piłkarz, który nie raz musiał radzić sobie z popularnym plastrem, czyli zawodnikiem drużyny przeciwnej, który podążał za nim krok w krok. Do tego typu sytuacji też Włoch znalazł niebanalny komentarz „Ja Andre, biorę sobie Ciebie Andrea na celownik. I ślubuję Ci, że będę Cię śledził i kopał oraz, że Cię nie opuszczę, dopóki sędzia nas nie rozdzieli!” Mózg Juventusu często popisuje się większą pomysłowością niż 90% profesjonalnych dziennikarzy.

Szeroko poruszany jest temat pamiętnego meczu Milanu z Liverpoolem, w którym to Rossoneri stracili trzybramkowe prowadzenie i puchar Champions League do góry podnosił Steven Gerrard, a nie Paolo Maldini. Swoje wnioski wyciągnięte po meczu z The Reds Pirlo podsumowuje jednym popularnym rynsztokowym słowem na literę „k”, a przy okazji przyznaje, że nosił się wówczas z zamiarem zakończenia kariery. „Co więcej, otaczali cię ludzie, którzy nosi to samo brzemię, odarci z godności w ten sam sposób” – w taki sposób Włoch opisywał pierwsze dni na San Siro po sławetnej porażce.

Jest jednak nie tylko śmiesznie. Wśród natłoku zabawnych anegdotek i historii wyniesionych wprost z piłkarskich szatni, Pirlo przemyca także swoje spojrzenie na poważniejsze problemy, które zjadają piłkę nożną od środka. Nielegalne zakłady bukmacherskie, zarobki w świecie futbolu, czy też pogróżki przesyłane zawodnikom. Pomocnik Juventusu porusza wiele trudnych zagadnień i nie boi się wyrażać swoich poglądów. Włoch przedstawia się jako osoba inteligenta, która ma swoje zdanie na każdy, nawet niewygodny temat.

Książka składa się z 19 rozdziałów, a jeden z nich to najczęściej jedno konkretne zagadnienie czy historia. Oprócz błyskotliwych metafor i porównań, których przykłady możecie znaleźć w poprzednich akapitach, Pirlo popisuje się także bogactwem językowym. Widać, że operowanie językiem nie sprawia mu problemów, a na kolejnych stronach książki bawi się słowem. Nie brakuje jednak także przekleństw, szczególnie w kontekście meczu z Liverpoolem, co chyba akurat dziwić nie może.

Nie trzeba być bad boyem pokroju Ibrahimovicia czy Mersona, aby napisać świetną autobiografię. Wystarczy być ogarniętym facetem z lekkim stylem pisania i ideę na pokazanie swojej historii, a kimś takim Pirlo bez wątpienia jest. Zdecydowanie najlepsza książka sportowa jaką do tej pory czytałem.

 
  • dodano: 06.01.2015 20:16
  • autor: Filip Błajet
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy