James Bannon. Ja kibic

Filmów i książek, w których policjant wciela się w szeregi mafii mamy na pęczki (polecam Donnie Brasco). James Bannon również robił za tajniaka, ale zamiast do organizacji przestępczej, próbował zaadaptować się do grupy chuliganów. Jego książka to opis związanych z tym okresem przeżyć i spostrzeżeń, zarówno z perspektywy policjanta, jak i człowieka.

obserwuj autora na twitterze: filipmfn

Autor książki przedostaje się do ekipy Milwall, czyli jednych z najbardziej groźnych grup chuliganów w Anglii. Akcja dzieje się jeszcze przed sławetnymi reformami Margaret Thatcher, więc o żadnym „modern football” nie może być mowy. Wtedy wybryki krewkich „kibiców” były na porządku dziennym, a tajni gliniarze, tacy jak Bannon, mieli pomóc wyłapać tych najbardziej agresywnych członków klubowych bojówek.

Początki nowej pracy nie były łatwe. Bannon infiltrował chuliganów wraz z partnerem, który jednak nie bardzo miał pojęcie o piłce. Mało tego, nie miał pojęcia w ogóle. Podczas jednej z rozmów z fanami Milwall współpracownik autora książki spierał się, że John Fashanu, czołowy zawodnik drużyny, jest… białoskóry. Z tak nieprzygotowanym do pracy partnerem młodego policjanta czekało sporo pracy, zanim zdobył zaufanie bojówki Lwów. Pracy czasami śmiesznej, a czasami mrożącej krew w żyłach.

Starcia podczas meczów z West Hamem, wyjazdy do Manchesteru czy potyczki z chuliganami Chelsea – to wszystko znajdziecie w „Ja kibic”. Choć nie ma tu tyle akcji co w filmach sensacyjnych, w końcu książka w całości oparta jest na faktach, to dzieje się całkiem sporo. Dodatkowym smaczkiem są przemyślenia policjanta znajdującego się wewnątrz grupy, szczególnie, że nie omijają go moralne rozterki. Czy na pewno powinienem zdradzać „kolegów”? Czy nie za bardzo podoba mi się to, co robię? To pytania, na które musi sobie odpowiedzieć Bannon. Oprócz dylematów związanych z pracą, pojawią się także... wątek miłosny.

Mocnym punktem lektury są opisy pracy policyjnej widziane z drugiej perspektywy. Najczęściej czytamy o tym, jak to organy ścigania bohatersko zatrzymują bestialsko zachowujących się kibiców. Tymczasem Bannon przedstawia także nie do końca zgodne z prawem interwencje mundurowych, które zamiast uspokoić, rozwścieczały tłum. Dochodziło do tego, że tajniak więcej skarg składał na kolegów z pracy niż na prawdziwych chuliganów.

Podczas akcji Bannon polubił tych, których miał infiltrować. Mało tego, widział w nich potencjalnych bohaterów wojennych. - Jestem pewien, że Paul, Marcus czy członkowie innych grup chuliganów w całym kraju, byliby tymi, którzy podczas pierwszej wojny światowej biegali wzdłuż okopów krzycząc do pozostałych, że czas wyskoczyć i „dopierdolić” Niemcom. Co ciekawe, autor po zakończeniu akcji pozostał kibicem Lwów i do dzisiaj trzyma kciuki za Milwall.

Książka, co widać zresztą w poprzednim cytacie, naszpikowana jest przekleństwami. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro to często zapis rozmów z chuliganami, którzy raczej nie mają w zwyczaju przebierać w słowach. Językowo nie jest jednak wcale źle, a w przerwach między wulgaryzmami, możemy znaleźć sporo ciekawych porównań i przemyśleń głównego bohatera.  Na brawa zasługuje także wydanie – ciekawie zaprojektowana okładka, a do tego brak literówek.

„Ja kibic” to bardzo ciekawa historia, która znacząco przybliża kibicowski światek lat 80-tych. Nie przedstawia chuliganów jednoznacznie źle, tylko pozwala nam ocenić ich zachowania i reakcje na poszczególne sytuacje. Lektura warta polecenia nie tylko tym, których interesuje historia futbolowych bojówek. Historia Bannona powinna wciągnąć każdego czytelnika. Polecam.

 
  • dodano: 23.09.2014 23:07
  • autor: Filip Błajet
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy