Kopalnia. Sztuka Futbolu

„Kopalnia” od wydawnictwa o tej samej nazwie to twór tyle osobliwy, co bezprecedensowy na polskim rynku wydawniczym. Oto w erze wymierania druku jako materiału dziennikarskiego zbiera się – w mniemaniu wydawców – gros najlepszych dziennikarzy sportowych kraju. Ta reprezentacja polski w (pisaniu o) piłce nożnej – wspomagana przez zagraniczny zaciąg – zdaniem złożonym walczy z krótkimi hasłami, kwiecistym epitetem z emotikonami, a ponad dwustoma stronami papieru z e-wydaniami. Jednym słowem, głośno krzyczy, że dziennikarstwo nadal ma się dobrze.

Obserwuj autora na Twitterze: @jzvrawski

Szczerze przyznam, że „…Sztukę Futbolu” niezwykle trudno było mi ocenić. Bardzo rzadko przez moje ręce przewijają się dzieła złożone z kilku do kilkunastu różnych artykułów jednego autora, a co dopiero dziewiętnastu różnych. Właściwie, gdyby słusznie nie liczyć gazet, żadnego takiego wcześniej nie czytałem. Dlatego też „Kopalnię” odebrałem jak wszystko, co nowe. Z pewną rezerwą.

Trzeba się z wydawcami zgodzić, że wybrali nazwiska, które wśród tych, dla których podpis pod artykułem jest istotny, „same się sprzedadzą”. Tym samym wydawnictwo kontynuuje swoją dość krótką tradycję stawiania na jakość. Nieciekawe? Oklepane? Komercha? Bubel? Wawrzynowski i Żelazny tego nie wydadzą. Bo i czemu mieliby? To kolejny powód, dla którego po tę książkę sięgać można było w ciemno.

Momentami jednak, niestety ciemno robi się przed oczami, gdy się owo dzieło czyta. Ponieważ zwykłem literaturę zostawiać sobie na koniec – nierzadko dość męczącego – dnia, fragmenty niektórych tekstów sprawiały, że moje powieki ważyły nagle kilka kilogramów więcej. Od strony stylistycznej nie mam nic do zarzucenia (uśmiechnąłem się ledwie kilka razy), ale nie do końca kupiłem formę „usypiaczy”, bo też – przyznaję bez bicia – nie byłem na nią przygotowany.

Będąc zaznajomionym z twórczością Panów Okońskiego, Wawrzynowskiego, Żelaznego, Steca, Kuczoka, Szczepłeka czy Czado, doskonale wiedziałem, czego się spodziewać i też to dostałem. Od jednego wciągającą historię, od drugiego dogłębnie przeanalizowany problem/zagadnienie, a od jeszcze trzeciego cząstkę samego siebie (chapeau bas, Panie Kuczok). Podobnie swój tekst skonstruował chociażby wspierający „Kopalnię” swoim piórem – a wcześniej w ogóle mi nieznany – Martin del Palacio Langer, bezkompromisowo mierząc się z futbolową mentalnością Meksykanów.

W niektórych publikacjach moje zmęczone oko męczył za duży odsetek „książki w książce”. Czytało się je tak, jakby każda z nich stanowiła osobny fragment książki, w dodatku ten specjalnie wybrany przez belfra w szkole. Najnudniejszy, z jak największą ilością danych do przyswojenia. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam poznawać historię piłki nożnej, ale mimo wszystko styl Ulricha Hesse (frag. „Tor!” również zawarty jest w „…Sztuce Futbolu”) jest mi dużo bliższy niż ten znany z Operonu. W kilku artykułach było trochę za mało autora w autorskiej pracy lub za dużo historii w historycznym wydarzeniu.

Mimo wyżej wymienionego mankamentu – dotyczącego ledwie kilkunastu stron – „Kopalnię” z czystym sercem każdemu polecam. Ponieważ same teksty to tylko podstawa, a dzieło wydawnictwa Panów Wawrzynowskiego i Żelaznego uzupełniają jeszcze wysokiej klasy klimatyczne grafiki. Sama książka jest doskonale wydana, bez (nie wynotowałem) błędów w druku, świetnie oprawiona graficznie. Wysokiej klasy zawartość merytoryczna i stylistyczna jest – niczym kiedyś obserwowanie wielkiej Barcelony – połączona z doznaniem artystycznym. Nic tylko czytać i oglądać! 

 
  • dodano: 17.08.2014 23:20
  • autor: Jakub Żurawski
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy