Stefan Effenberg. Niepokorny

Facet, który kapitanował Bayernowi i przyjaźnił się z Olim Kahnem. Piłkarz, który oskarżony był o pobicie bezdomnego, a ze swoich spraw prywatnych tłumaczył się na żywo w telewizji. Niejednokrotnie zawieszany, często karany grzywną, po prostu niepokorny, czyli Steffan Effenberg i jego biografia.

obserwuj autora na twitterze: filipmfn

Jeśli ktoś pamięta Bayern z przełomu wieków, to z pewnością ma w głowie obraz biegającego z opaską kapitańską w środku pola blondyna. Blondyna, który nigdy nie odpuszczał, nie unikał ostrych starć, a żółte i czerwone kartki były dla niego dniem powszednim. To właśnie był Effenberg, który jeszcze przed zakończeniem piłkarskiej kariery zdecydował się spisać swoje wspomnienia.

Biografia to opis nie tylko klubowej i reprezentacyjnej przygody piłkarza, ale także towarzyszące im skandale związane z osobą Effe. Dzięki temu dowiemy się chociażby dlaczego Niemiec biegał z fryzurą na „tygrysa” na głowie, po co wkładał psie kupy do papierka czy też dlaczego znany „łysol” Carsten Jancker musiał zapuścić włosy. Ciekawych anegdotek okołofutbolowych nie brakuje, a wiele historii pokazuje, że Effenberg naprawdę żyje wobec zasady „nie myśleć, tylko działać”.

Niemiec opisuje chociażby swoje dwie zupełnie skrajne przyjaźnie. Gdy rozbił na autostradzie nowiutkie BMW Alpine Jorga Neuna usłyszał „Chłopie ciesz się życiem. Jutro możesz przechodzić przez ulicę i nie przeżyć”, a koleżeństwo dalej trwało w najlepsze bez żadnej urazy. Z kolei gdy Effenberg bez pytania pożyczył samochód Briana Laudrupa i odstawił nienaruszony na parking, to Duńczyk śmiertelnie się obraził, a obaj piłkarze zerwali ze sobą kontakt.

Były kapitan Bayernu w swojej biografii nie zostawia suchej nitki na Lotharze Mattheusie. Niemcowi dostało się za zadufanie w sobie, megalomanię, a jednocześnie za strach w decydujących momentach meczów vide finał Mundialu 1990, kiedy to pomocnik zrezygnował ze strzelania decydującego karnego. Jednocześnie Effenberg potrafił docenić piłkarską klasę „kolegi” z szatni. „Jestem pewien, że gdyby Lothar pozostał na boisku, to nie przegralibyśmy w finale z Manchesterem” – napisał autor o sławetnym meczu z Czerwonymi Diabłami.

Oprócz twarzy boiskowego twardziela, który nie liczy się ze zdaniem nikogo, Effenberg daje się też poznać jako kochający mąż i ojciec. Niemiec bez wstydu przyznaje, że poród żony wywoływał w nim niesamowity stres, a z radości po narodzinach córki płakał wniebogłosy. Autor wspomina także swoje przemówienie w kościele na temat wychowania dzieci, które wzruszyło większość zgromadzonych. Za swój występ Effe zebrał mnóstwo pozytywnych ocen i wielu zachęcało go, aby częściej wygłaszał tego typu prelekcje.

Książka składa się z dziewięciu rozdziałów przedstawiających poszczególne etapy życia. Effenberg nie przebiera w słowach i tak jak to zwykł robić na boisku, tak i w swojej biografii używa nieparlamentarnych słów. Literówki można policzyć na palcach jednej, więc do wydania nie ma się zbytnio o co przyczepić. Moją uwagę zwrócił za to co najmniej dwukrotnie użyty zwrot „w każdym bądź razie”, który jest błędem językowym i nie powinien pojawić się w książce.

Nie jest to książka, która zmieni światopogląd, ale z pewnością przyjemne wydawnictwo, naszpikowane anegdotkami z kariery Effenberga. Trzeba jednak pamiętać, że autor pisze o sobie i nawet jazdę po pijaku potrafi bez problemów wybielić. Jeśli tłumaczenia Niemca przesiejemy przez sito, to czeka nas łatwa i wciągająca lektura.

 

 
  • dodano: 28.12.2014 21:06
  • autor: Filip Błajet
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy