Mistrzowie świata potknęli się o Polskę

Pierwszym sygnałem alarmowym, że coś jest nie tak, był dla Niemców mecz towarzyski z Argentyną, przegrany u siebie na początku września 2-4. Po skromnym, jednobramkowym zwycięstwie nad Szkocją, aktualni mistrzowie świata nieoczekiwanie przegrali na wyjeździe z reprezentacją Polski. Piłkarze Nawałki wygrali 2-0 po trafieniach Arkadiusza Milika i Sebastiana Mili.

 

Obserwuj autora na Twitterze: @AdrianLiput

Wprawdzie przed spotkaniem Niemcy przyznawali, że na Stadionie Narodowym w Warszawie czeka ich najtrudniejszy sprawdzian w eliminacjach do Euro 2016, a polskie media ochoczo pompowały balonik oczekiwań, podkreślając niedociągnięcia w niemieckiej kadrze i zamiatając pod dywan problemy reprezentacji prowadzonej przez Adama Nawałkę, ale na logikę - w zwycięstwo Polaków przed spotkaniem wierzyli tylko skończeni optymiści, których jedynym argumentem była nieprzewidywalność futbolu. Nieoczekiwanie mieli rację, ponieważ piłka po raz kolejny zaprzeczyła logice; zaprzeczyła nawet przebiegowi spotkania, w którym Niemcy mieli - zwłaszcza w pierwszej połowie - zdecydowaną przewagę. Gdyby debiutujący w reprezentacji Karim Bellarabi (tuż po meczu wytypowany przez kibiców w Niemczech najlepszym zawodnikiem gości) miał lepiej ustawiony celownik, wypowiadalibyśmy się dziś w zupełnie innym tonie.

Polacy przetrzymali jednak szturm rywali w pierwszej połowie, a w drugiej pokazali ducha walki. Tylko tyle i aż tyle. To wystarczyło na świetnie zorganizowaną grę niemieckiej kadry; na nic zdały się wyborne podania Toniego Kroosa czy zrywy ruchliwego Bellarabiego. Czasem są takie dni, że po prostu nie wpada. Po spotkaniu Mario Götze powiedział, że choćby mecz trwał pół godziny dłużej, pomimo optycznej przewagi goście i tak by pewnie nic nie strzelili. Trzeba oddać, że spora w tym zasługa broniącego dostępu do polskiej bramki Wojciecha Szczęsnego, który wczoraj prezentował się solidnie, sprawiając wrażenie bramkarza nie do pokonania.

Przed meczem spodziewano się, że ambitna postawa Polaków przy minimalnej porażce mogłaby dać Biało-Czerwonym okazję do kreowania się na moralnego zwycięzcę. Tymczasem po meczu podobne odczucia da się odnaleźć po drugiej stronie barykady. Rozgoryczony był Mats Hummels, który nie mógł uwierzyć, że da się przegrać przy takiej przewadze. Cóż, zawiodła skuteczność, co sprowadza nas do refleksji, że być może rację miał Bild, który niedawno narzekał, iż niemiecka jedenastka nie dysponuje typowym napastnikiem - egzekutorem mającym wykańczać akcje partnerów. Stefan Kiessling spotkanie z Polską obejrzał w telewizji; w ślad za jego klubowym trenerem możemy uznać, że jego krótka przygoda z reprezentacją nie zostanie wznowiona. Max Kruse z Borussii Mönchengladbach nie jest z kolei zawodnikiem, który mógłby startować do miana pewniaka w kontekście miejsca w narodowej jedenastce. Problemy z obsadą szpicy obnażyło spotkanie z Argentyną, w którym katastrofalnie spisał się Mario Gomez. Po rezygnacji dość wiekowego piłkarsko Miroslava Klose na horyzoncie nie widać jego następcy. 

Innym problemem, z którym musi sobie poradzić opiekun niemieckiej reprezentacji jest dobór bocznych obrońców. Już na mundialu na lewej obronie musiał radzić sobie Benedikt Höwedes, który lepiej czuje się na środku formacji defensywnej. Z prawej strony ogromną lukę pozostawił po sobie Philipp Lahm, który we względnie młodym wieku zrezygnował z występów dla kadry. Zamiast Lahma w meczu z Polską po prawej stronie boiska biegał Antonio Rüdiger z VfB Stuttgart, dla którego był to pierwszy w reprezentacji mecz o punkty. Na lewą obronę Löw posłał Erika Durma z Dortmundu, który mimo sporego potencjału, na starcie obecnego sezonu prezentuje nie najlepszą dyspozycję i przy obu golach dla Polaków mógł się wczoraj zachować znacznie lepiej.

Durm jeszcze rok temu grywał jako napastnik. Höwedes i Rüdiger to nominalni środkowi obrońcy. Ze środka pomocy na prawą stronę defensywy ze względu na potrzeby reprezentacji przekwalifikowany został tak w kadrze, jak i w klubie, zawodnik TSG Hoffenheim, Sebastian Rudy. Forsowany przez niektórych ekspertów jako rozwiązanie dla lewej obrony Dennis Aogo z Schalke też niekoniecznie występuje w klubie właśnie na tej pozycji. Jeśli chodzi o bocznych obrońców, jest w Niemczech posucha, o czym głośno tuż po meczu wypowiedział się były reprezentacyjny golkiper, Jens Lehmann, który pofatygował się do Warszawy tylko po to, by na własne oczy zobaczyć kolejną porażkę Joachima Löwa na Stadionie Narodowym po feralnym półfinale Euro 2012 z Włochami.

Z polskiego punktu widzenia jest się z czego cieszyć i mowa nie tylko o historycznym wyniku: w końcu naprawdę dobre zawody z przodu rozegrał Robert Lewandowski, wysoką dyspozycję piękną asystą przy pierwszym golu potwierdził Łukasz Piszczek, wreszcie "poważną" bramkę zdobył Arek Milik, o którym przypomniał sobie z tej okazji jego macierzysty klub, czyli Bayer Leverkusen. Można zachwycać się historią odkurzonego weterana, Sebastiana Mili, który jeszcze niedawno walczył ze zbędnymi kilogramami, a teraz znajduje się na ustach całego kraju. Grzegorz Krychowiak wydaje się być pewniakiem na środku pomocy, Kamil Glik potwierdził, że ma papiery na to, by wychodzić regularnie w pierwszym składzie tej drużyny.

Polska jest w gazie i z kompletem punktów po dwóch spotkaniach ma naprawdę dobrą pozycję wyjściową przed meczem ze Szkocją. Dopiero to starcie pokaże, czy wczorajsza batalia z Niemcami była jaskółką zwiastującą wiosnę, czy jedynie radosnym wyjątkiem od bolesnej rzeczywistości.

Löw z kolei będzie chciał udowodnić, że porażka 0-2 z Polakami była jedynie wypadkiem przy pracy. Okazja do rewanżu dla mistrzów świata już we wtorek; czeka na nich niepokonana, choć mierząca się do tej pory z potencjalnie najsłabszymi w grupie drużynami (Gruzja, Gibraltar) Irlandia. Jeśli Niemcy nie odniosą na własnym terenie przekonującego zwycięstwa, debata nad problemami niemieckiej drużyny narodowej nabierze rumieńców.

 
  • dodano: 12.10.2014 12:47
  • autor: Adrian Liput
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy