Górnik Zabrze odpadł z pucharów, ale lekcja jest bezcenna.

Słowacki AS Trencin okazał się zbyt silnym rywalem w drodze do Ligi Europy. Zabrzanie wyraźnie przegrali z równie młodą drużyną, jednak budowaną w inny sposób. Czy lepszy? Wynik dwumeczu sugeruje, że słowacka metoda jest skuteczniejsza. Czy jednak patrząc na polską piłkę Górnik ma się czego wstydzić i zmieniać drogę, którą obrał po zatrudnieniu Marcina Brosza? Wydaje nam się, że absolutnie nie. Należy jednak wnieść poprawki do planu rozwoju klubu.

Porównanie składów obu drużyn ukazuje i podobieństwa i różnice. Średnia wieku obu ekip jest podobna, oscylując w okolicy 20 lat (Trencin minimalnie nisza średnia). Co jednak ważne, skład zabrzan oparty jest głównie na piłkarzach ze Śląska, ewentualnie zdolnych chłopakach z kraju, uzupełnionych jedynie trójką Hiszpanów (którzy, na razie poza Jesusem Jimenezem, dają z siebie wiele i wspierają młodszych kolegów doświadczeniem) i najstarszym Polakiem - Szymonem Matuszkiem. Dla wszystkich to debiutancki sezon w rozgrywkach europejskich. Trener rotując składem wpuszczał na boisko kolejnych debiutantów (vide mecz z Koroną Kielce). Patrząc na to, że z zespołu odeszło 3 istotnych zawodników (Kurzawa, Kądzior, Wieteska) a czwarty dopiero co wrócił (ponowne wypożyczenie Bochniewicza), widać, jaki ból głowy ma Brosz, zwłaszcza w obronie, która już w zeszłym sezonie monolitem nie była.

Trencin bazuje na piłkarzach z Afryki. W 1 meczu z Górnikiem w wyjściowym składzie było zaledwie dwóch Słowaków. Taką politykę klub prowadzi od dawna, w meczach z Legią Warszawa 2 lata temu proporcje były nieco mniejsze - z tamtego składu w drużynie zostało dwóch graczy (Sulek i Lawrence). Trencin nie jest kibicowską na mapie Słowacji, frekwencja nie powala, dlatego taki eksperyment nie ma nawet oponentów. Po prostu, z klubem nie identyfikuje się lokalna społeczność. A drużyna gra bardzo widowiskowo, ofensywnie, sprowadzani zawodnicy mają dobrą technikę użytkową, nie boją się dryblingów, trochę gorzej wygląda gra w obronie - czyż nie podobnie jak w Zabrzu? Różnicą jest jednak ilość zer przy transferach z klubu...

Spory wpływ na frekwencję ma rozgrywanie spotkań poza Trenczynem (Żylina, Myjawa) w związku z ciągnącą się budową nowego stadionu. Najnowszy przykład - dzisiejszy mecz, w którym gospodarze nie potrafili zapełnić liczącego 2300 miejsc stadionu, jednocześnie wydając zakaz kupowania biletów (poza wydzieloną pulą dla Górnika) dla kibiców z Polski. Dosadne pokazanie środkowego palca podejścia do klienta...

W Zabrzu wygląda to inaczej. Górnik to klub Zabrza ale i klub wielu śląskich miast. Marcin Brosz po 1 spotkaniu z Trencinem, zapytany o różnice w budowaniu drużyny między Górnikiem a Słowakami podkreślał, że w Zabrzu klub jest dla mieszkańców. Stąd nowa polityka sięgania po młodych zdolnych Ślązaków, którzy identyfikują się z regionem i historią klubu. A klub "budują" kibice – frekwencja na meczach Górnika wyraźnie wskazuje, że lepiej oglądać młodych, uczących się niejednokrotnie dopiero prawdziwego futbolu piłkarzy, niż przepłacanych wyrobników, którzy przez lata byli ściągania do Zabrza i którzy klubowi nie dali nic, poza dwoma spadkami z ligi.

Ktoś napisze, że Trencin więcej zyskuje, bo sprzedaje zawodników drożej niż Zabrzanie. Ok, tylko że tam model funkcjonuje dużo dłużej niż w Zabrzu. Biorą młodych zawodników z wyższej półki np. kapitanem jest 22-letni wychowanek Ajaxu Amsterdam. Tak naprawdę Górnik dopiero drugi sezon próbuje budować drużynę w oparciu o zdolną młodzież. Będąc w 1 lidze miał ograniczony budżet, teraz może sprowadzać lepszych zawodników, unikając jednak przepłacania. Wartość piłkarzy wzrosła, choć przeszkodą do bardziej zyskownej sprzedaży były niekorzystne umowy (cóż, 1 ligowy klub a potem beniaminek nie miał wiele do gadania, stąd zapisy w kontratakach Wieteski i Kądziora oraz postawa menadżerów Kurzawy, który póki co, wyszedł na niej jak Zachorski w GKS-ie Katowice Zabłocki na mydle). Brosz ma pomysł – taktyka, dobór piłkarzy, atmosfera w drużynie i w klubie, stadion i kibice – jeśli piłkarz nie myśli tylko o pieniądzach, to jest to spory magnes dla głodnych sukcesu i wypromowania się dalej. Przykłady Milika, Olkowskiego, Skorupskiego, Kądziora to pokazują. A kolejka ich potencjalnych następców jest długa: Żurkowski,, Nowak (jeśli w końcu ominą go kontuzje), Loska, bracia Wolsztyńscy, Gryszkiewicz, Smuga – jeśli będą się uczyć tak szybko jak ich poprzednicy, zajdą naprawdę daleko. A na ich miejsce sztab szkoleniowy Górnika znajdzie nowych piłkarzy, kontynuując obraną politykę, co ważne - bez przepłacania!

By system był pełny, pieniądze z transferów i wolne środki klub MUSI w dużej mierz zainwestować w bazę. Owszem, stadion Górnika (w zasadzie, jego ¾) jest już nowoczesny, jednak baza treningowa w zasadzie nie istnieje. Aż się prosi, by klub z taką tradycją, mający pod nosem słynącego z wychowywania piłkarzy Gwarka stworzył potężny ośrodek szkoleniowy. Jedno boisko, które jest obecnie, to wstyd dla klubu i miasta. Skoro Lubin potrafił, zabiera się Cracovia, Legia czy Lech, to Górnik, chcąc nawiązać do najlepszych sukcesów, nie może odstawać od konkurencji. A im szybciej to zrobi tym lepiej – na Śląsku na razie żaden klub nie dysponuje choćby zalążkiem nowoczesnej infrastruktury treningowej. Ten który będzie pierwszy, będzie miał asa w rękawie w rozmowie ze zdolną młodzieżą.

Na razie Górnik wchodzi w pierwszy zakręt (letnie osłabienia) i trzeba przygotować się na wyścig w stylu Le Mans, w którym maszynę trzeba stale oliwić w porządnym serwisie. I oby z tej drogi klub nie wypadł, lub co gorsza, nie zmienił jej na Autostradę Zagranicznego Szrotu.

 
  • dodano: 02.08.2018 19:31
  • autor: Paweł Stolarczyk
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy