Setka to za mało

Polaków najczęściej chwali się w świecie za ich zamiłowanie do krystalicznie czystych napojów wyskokowych czy legendarną gościnność. Nic więc dziwnego, że na Bliskim Wschodzie, w kraju, który wypełniony jest ociekającymi ropą dolarami, nasi rodacy chcieli pokazać się z jak… najmilszej strony.

Piłkarze reprezentujący Polskę w Abu Dabi, grając w piłkę nożną – choć wokół tego czy tak rzeczywiście było narosło sporo wątpliwości – zaprezentowali Emiratom nasze największy pozytywy. Po pierwsze, byli niezwykle gościnni dla swojego byłego kolegi z ligowych boisk: Ilie Cebanu. Po drugie, dali jasno do zrozumienia, że niewiele znaczącą w kraju litrami płyny odmierzającym „setką” nie są zainteresowani.

Szczególnie skory do chwalenia się swoją polskością był Paweł Brożek. Napastnik tylko na minutę stracił panowanie nad sobą, zapominając o prawdziwych powodach rozgrywania spotkania z mołdawskimi ligowcami. Nasza ligowa sensacja wpakowała piłkę do bramki ku zdziwieniu swojemu; swoich kolegów; fanów na stadionie, których w telewizji było widać dokładnie zero; ale przede wszystkim bramkarza rywali.

Z twarzy Ilie Cebanu wprost można było wyczytać, że nie tak się z byłym kolegą z Wisły umawiał. Snajper „Orłów” Nawałki próbował się tłumaczyć po spotkaniu, że „to początek przygotowań i piłka bardziej przeszkadzała niż pomagała”, jednocześnie sugerując oglądającemu go koledze, że w optymalnej dyspozycji futbolówki w siatce – przez grzeczność oczywiście - by nie umieścił. Kolejnych 90 minut nie pozostawiło już złudzeń. Nie tylko Brożek, ale także i jego koledzy, marnowali sytuacje na potęgę, gardząc nadarzającym się okazjom.

Okazuje się, że „setkę” można koledze przepuścić, a ten bezczelnie odda ją twojemu rywalowi. Można ją raz i drugi wyłożyć jak na tacy na 11. metrze, ale i tak zostać zawiedzionym przez kompana. Można raz , drugi i trzeci przyjąć, samemu wyprowadzić, ale w końcu i tak zmarnować. Polak zwyczajnie do setki – tak jak do jednego piwa – nie siada.
***
Tak mi się wydaje, że Adam Nawałka poleciał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich z ekipą złożoną z pokolenia zmarnowanego (np. Plizga czy Madej) i tego, które dopiero zmarnujemy (np. Linetty, Bereszyńki). I choć oczywiście „to tylko sparingi” i w kontekście optymalnej formy naszych ligowców „mamy dopiero styczeń”, to ciężko nie być nastawionym pesymistycznie do tego, czym nas wczoraj „Nasi” uraczyli.

Często większe emocje targają mną, gdy oglądam dzieciaki na Orlikach. Więcej tam strzałów, zaangażowania i akcje wyglądają tak jakoś składniej. Podopieczni Nawałki zdawali się biegać w zwolnionym tempie. Jakby grali nie w słonecznym Dabi, a w zmrożonych Dąbiach.

Jestem jakoś w stanie przyjąć argumentację tych, którzy takie sparingi trywializują, licząc chyba na to, że Nawałka zabrał do Emiratów tych zawodników, których na eliminacje powoływać nie będzie. Ot tak, co byśmy mieli szansę ich pożegnać. Jednak jeśli starym zwyczajem staramy się w swoim narodowym pesymizmie tonować nastroje po dobrym występie przeciwko słabemu rywalowi (vide Norwegia), to co ma Polak zrobić po słabym pojedynku z przeciwnikiem o podobnie wątpliwej klasie. Chyba tylko do połówki usiąść…

Jakub Żurawski

 
  • dodano: 21.01.2014 17:35
  • autor: Paweł Stolarczyk
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy