Trencin grał z Feyenoordem, czyli zderzenie piłki holenderskiej z... holenderską.

W poprzedniej rundzie eliminacji do Ligi Europy AS Trencin boleśnie pokazał miejsce w szeregu Górnikowi Zabrze. Młoda drużyna pokonała równie młody zespół i w nagrodę zagrała z Feyenoordem Rotterdam. Drużyna utytyłowana, mistrz Holandii z przed 2 lat, mieszanka rutyny i młodości.

Na ławce trenerskiej wielokrotny reprezentant Oranje - Giovanni van Bronckhorst, w ataku - wielka gwiazda (choć już raczej dopalająca sie na nieboskłonie) - Robin van Persie. Obok nich kilku utalentowanych zawodników. Nie wszystkich piłkarzy van Bronchorst wziął do Żyliny (tam rozgrywa od tej rundy swoje mecze AS Trencin)- Robin van Persie, Jeremiah St. Juste, Ridgeciano Haps, Nicolai Jørgensen, Yassin Ayoub i Renato Tapia wypadli ze składu z powodu kontuzji, nie pojechali również Joris Delle i Luis Sinisterra oraz Eric Botteghin a Tonny Vilhena pauzował za czerwoną kartkę z poprzedniej edycji Ligi Mistrzów.

Pytany przez holenderskich dziennikarzy o styl gry rywala, van Bronckhorst żartował, że Feyneoord gra z holenderską drużyną - właścicielem słowackiego klubu jest Holender Tscheu La Ling (niegdyś gracz... Feyenoordu), trenerem jest Holender, w składzie znajduje się kilku wychowanków holenderskich klubów. Międzynarodowa szatnia (m.in. 4 Nigeryjczyków, Anglik, zawodnik z Trynidadu i Tobago) została umiejętnie skomponowana w dobrze grający zespół. Dobrze grający na tle Górnika, a dzisiejszy rywal pokazać miał, jak wiele słowackiej ekipie brakuje do Europy. Okazało się, że Trencin już tam jest. To rywal wyglądał na ubogiego kopciuszka!

Mecz grany na sztucznej nawierzchni i w 30-kilkustopniowym upale lepiej rozpoczęli nominalni gospodarze (mecz rozgrywano w Żylinie a nie w Trenczynie), uważnie grając z tyłu i kontrując. Szybko okazało się, że obrona Feyenoordu to żaden monolit i Trencin wyszedł na prowadzenie po golu Mance. To nie zaspokajało trenera Moniza, słowacka drużyna stwarzała kolejne sytuacje i mogła podwyższyć prowadzenie, na drodze stawał jednak golkiper gości.

Feyenoord niby prowadził grę, ale podobnie jak Górnik Zabrze, nie miał z przodu argumentów, zbyt wolno przesuwając inie wychodząc na pozycje. Takie klepanie dla klepania. Słowacy nie wykopywali piłki na oślep, starając się od razu zagrywac do szybkich skrzydłowych. I co rusz kontrowali rywala. Brakowało tylko celniejszego ostatniego podania. Goście pierwszą grożną akcję zrobili dopiero po 25 mnutach gry, tym razem czujny był bramkarz Trencina. Tyle, że to był jeden rozbłysk, Holendrzy grali bardzo słabo i mogli dziękować opatrzności, że do przerwy nie przegrywali 6-7  golami a jedynie... 0:3. Drugą bramkę Trencin strzelił po przechwycie po własnej nieudanej kontrze i ośmieszeniu defensywy Feyenoordu. Trzecia to popis Philipa Azango, który tego wieczoru rządził i dzielił na murawie.

Druga połowa? Kto myślał, że Feyenoord rzuci się do frontalnego ataku, by strzelić gola dającego w kontekście rewanżu w Rotterdamie względny spokój, srodze się pomylił. Gra wyglądała identycznie jak w pierwszych 45 minutach,  z tą różnicą że gospodarze strzelili tylko jednego gola,a okazji na kolejne nie brakowało. Hattricka skompletował Antonio Mance. 23 letni Chorwat pewnie byłby do wyjęcia przez czołowe kluby z polskiej ligi, ale po takich występach... zwyczajnie ich już na niego nie stać, podobnie jak na Azango.

Rezultat a nawet więcej - styl wygranej Trencina nad Feyenoordem każe trochę inaczej patrzeć na porażkę Górnika w poprzedniej rundzie. Zabrzanie mają młody skład, są na początku drogi do zbudowani silnej drużyny, która będzie stabilna wynikowo w polskiej lidze i pokaże coś w Europie. Trencin buduje to już kilka sezonów i ... robi to lepiej. Pozostaje tylko brać przykład, ale chcąc opierać zespół na młodych polskich graczach, trzeba ich uczyć takiej techniki, jaką mają młodzi zawodnicy Trencina. Bez tego w nowoczesnym futbolu będziemy nadal opadać na dno.

 
  • dodano: 09.08.2018 21:23
  • autor: Paweł Stolarczyk
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy