W San Marino świętują – pierwszy raz drużyna klubowa przeszła jedną rundę w europejskich pucharach!

W San Marino świętują – pierwszy raz drużyna klubowa przeszła jedną rundę w europejskich pucharach!

Malutka republika, enklawa na terenie Włoch ma co świętować. I to dzięki futbolowi. Ich piłkarze bardzo sporadycznie dają im ku temu powody. Reprezentacja NIGDY nie wygrała meczu o punkty eliminacji jakiejkolwiek imprezy (zaledwie 3 remisy), a ogólnie zwyciężyła rywala zaledwie raz (Liechtenstein 14 lat temu).

Co innego w pucharach europejskich. Nie no, żartujemy sobie – drużyny klubowe z San Marino występują w rozgrywkach UEFA od 2001 roku i zwojowały tyle, co polska kadra na Mundialu w Rosji. Wiadomo, żadne to potęgi, swoją drogę po chwałę zaczynają od 1, sporadycznie 2 rundy eliminacyjnej. Przez 17 lat ANI JEDNEJ drużynie nie udało się wygrać dwumeczu i awansować do kolejnej rundy zmagań. A przecież rywalami były niejednokrotnie kluby z podobnych piłkarskich potęg – Andory, Liechtensteinu, Malty. Najbliżej awansu był SP Tre Penne, który w sezonie 2009/2010 uległ andorskiemu UE Sant Julia dopiero po serii rzutów karnych.

Bilans tych 17 lat? Można by rzec, że chu..owo ale stabilnie. 1 wygrana, 5 remisów i 68 porażek, stosunek bramek 21-233! Polskie kluby, zaliczające rok w rok eurowpierdole, mogą się nieco podbudować. Tyle że tylko raz trafiły na zespół z San Marino (Polonia Warszawa).

Sezon 2018/2019 to jednak pozytywny szok! W eliminacjach do Ligi Europy wystartowały dwie san marińskie ekipy – Folgore i Tre Fiori. Oczywiście zaczynały od 1 Rundy Wstępnej. Ci pierwsi grając z UE Engordany (nie, to nie jest drużyna z Turcji ;) do ostatnich sekund rewanżu mieli awans w kieszeni. Prowadzili 1:0, mając strzeloną bramkę wyjazdową w przegranym 1:2 pierwszym spotkaniu w Andorze. I co? Pech! Stracili bramkę w 90 minucie meczu, w dodatku samobójczą.

A Tre Fiori? Do drugiego spotkania z walijskim Bala Town przystępowali w komfortowej sytuacji. W kontekście historii występów ekip z San Marino w pucharach brzmi jak fantastyka? Tak, ale pierwszy mecz Tre Fiori wygrało u siebie aż 3:0. To nie udało się jak dotąd żadnej innej drużynie z tego kraju, ba, żadna nie potrafiła wcześniej wbić rywalom trzech goli. A gole te, zobaczcie sami, były… hm, specyficzne:

W rewanżu piłkarze prowadzeni przez Matteo Cecchettiego postawili na defensywę. Rywal potrafił strzelić tylko jedną bramkę i sensacja stała się faktem! Były śpiewy w szatni i radość jak po wygraniu Mistrzostw Świata w Udawaniu Gry w Piłkę Nożną w Bibiannie.

W następnej rundzie Tre Fiori zagra ze słoweńskim Rudarem Velenje. Czy ma szansę? Słoweńcy nigdy nie przeszli dwóch rund, więc żadna z nich potęga. Może zatem ekipa z San Marino pisać dalej będzie swoją kartę w historii ichniej piłki klubowej?

 
  • dodano: 06.07.2018 17:53
  • autor: Paweł Stolarczyk
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy