Brazylia przeciw malkontentom

Neymar siedzi na wózku inwalidzkim, a koledzy z reprezentacji pocieszają go, jakby właśnie doszło do tragedii. Prezydent Brazylii Dilma Rouseff na twitterze wyraża wsparcie dla brazylijskiego piłkarza, a pod szpitalem w Fortalezie zbierają się tłumy, brakuje tylko odpalania zniczy. Ot, cała Brazylia – piłkarze awansowali właśnie do czwórki najlepszych drużyn globu, ale to nikogo nie obchodzi, bo do końca turnieju nie zagra już ich największa gwiazda.

Pęknięcie trzeciego kręgu lędźwiowego – brzmi przerażająco, ale na szczęście sytuacja nie jest tak poważna, jak możnaby przypuszczać. Neymar nie będzie musiał przechodzić skomplikowanych operacji na kręgosłupie, ale potrzebuje kilku tygodni, żeby znów wrócić do pełnej sprawności ruchowej. Co z tego, że mogło być gorzej, skoro wczoraj podczas transmisji słyszałem już kilka osób, które zdążyły krzyknać „symulant”, gdy Zuniga ciosem rodem z K1 trafił kolanem w plecy Brazylijczyka.

Wczoraj Canarinhos rozegrali dotąd najlepszy mecz na turnieju, byli zdecydowanie lepsi od rywala, którego okrzyknięto już dawno (nie za wcześnie?) „najpiękniej grającym zespołem Mistrzostw”. Hola, hola. Takie miano po 4 meczach? Podczas, gdy w turnieju do rozegrania jest niemal 2 razy więcej spotkań? W dodatku Los Cafeteros mieli do tej pory najłatwiejszą drogę ze wszystkich ośmiu ćwierćfinalistów – z całym szacunkiem, ale Grecja, Japonia i Wybrzeże Kości Słoniowej, a w 1/8 finału bezbarwny Urugwaj bez Suareza, którego jeżeli zabrakłoby też w grupie, Urusi nie mieliby co marzyć o fazie pucharowej. Dlatego uśmiechałem się nieco, gdy przed wczorajszym meczem czytałem opinie „ekspertów”, że to Brazylia powinna obawiać się Kolumbii.

Ciągle tylko słyszałem jak bardzo gospodarze są ciągnięci za uszy przez arbitra przez kolejne mecze. Serio? Fred faktycznie wykazał sie średniej jakości talentem aktorskim przy rzucie karnym w meczu z Chorwacją, ale nie zmienia to faktu, że obrońca położył rękę na ramieniu napastnika i faul był. Po cholerę kładł tą rękę? Jakby Fred faktycznie przewrócił się bez kontaktu, to naprawdę zrozumiałbym tę całą nagonkę, karny był i tyle.

Kolejne spotkania? Z Meksykiem najsprawiedliwszym wynikiem byłoby 5:2 dla gospodarzy, albo inne 7:3. Obaj bramkarze zaliczyli kilka kapitalnych interwencji – choć faktycznie Ochoa częściej musiał się mocno gimnastykować. Tyle tylko, że były bramkarz Ajaccio rozegrał wtedy mecz życia i gdyby nie on, Brazylijczycy odnieśliby kolejne zwycięstwo. Co po spotkaniu przeczytać można było o grze Scolariego? Że bezbarwni, że nieskuteczni. Słucham? Bezbarwny jest zespół, który tyle razy obstrzeliwuje bramkę rywala, że golkiper aż zostaje wybrany graczem meczu i najlepszym bramkarzem Mistrzostw?

Kamerun? Rozniesiony w proch, ale po spotkaniu i tak malkontenci: „Kamerun był najsłabszą drużyną! Kamerun był skłócony, Kamerun nie dostał pieniędzy...”. Ok, ale to nie zmienia faktu, że gospodarze turnieju pokazali w tym meczu kilka akcj, które ocierały się o ten niedościgniony wzór „Joga Bonito”.

Chile? Faktycznie, fani Canarinhos o mal nie zeszli na zawał, gdy Pinilla trafiał w poprzeczkę, a potomkowie Inków postawili największy opór w starciu z najbardziej utytułowaną drużyną świata. Dlatego każdy trzeźwo myslący kibic Brazylii, mniej obawiał się starcia z Kolumbią – która w zestawieniu z drugą rewelacją turnieju z Ameryki Południowej, wypadała tak naprawdę blado, ale miała w składzie Jamesa Rodrigueza – gracza rewelacyjnego, który właśnie zrobił milowy krok do stania się jednym z najlepszych piłkarzy świata. Jednak to wciąż był tylko jeden zawodnik.

We wczorajszym starciu pierwszy raz od 3 tygodni powiedziałem „I to jest Brazylia!”, oglądając grę piłkarzy Scolariego. Przez ¾ meczu rywal był stłamszony, a jeżeli już wyprowadził jakąś kontrę, to niesamowite rzeczy w defensywie wyprawiali Thiago Silva i David Luiz. Końcówka faktycznie należała do Kolumbijczyków, ale mimo to ani przez chwilę nie wydawało się, że podopieczni Pekermana doprowadzą do dogrywki, bo defensywa brazylijska stała się jedną z najlepszych na świecie i właśnie w takim momencie miała świetną okazję, żeby to potwierdzić.

Po meczu i tak znajomy zdążył mi obwieścić, że Brazylia wygrała tylko z powodu gola strzelonego po faulu, którego nie było. No tak, pewnie jak wtedy, gdy Nemyar „symulował” faul po wejściu Zunigi.

 
  • dodano: 05.07.2014 11:00
  • autor: Adam Kotleszka
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy