Dramat, dramat i jeszcze raz awans

Argentyna i Szwajcaria to dwie takie drużyny, które mogłyby razem wydać podręcznik, jak nie spełnić w żadnej mierze oczekiwań swoich sympatyków, a i tak zaliczyć komplet zwycięstw. W ekipie Albicelestes zawodzili głównie zawodnicy drugoplanowi, asystenci Messiego, a Ottmara Hitzfelda zawodziła głównie najmocniejsza formacja poprzednich dwóch Mundiali – obrona. Stąd jeśli dwie tak niegodne siebie jedenastki spotkały się na boisku, można było się spodziewać, że widowisko nie zachwyci. Mało kto przewidywał jednak, że przerodzi się w męczarnie.

Należy tutaj przypomnieć, że niektórzy – jak na przykład uznany w Polsce „ekspert”, Mateusz Borek – obstawiali wysokie zwycięstwo Messiego i spółki po efektownej wymianie ciosów (Borek typował 3:1). Kiedy już rzeczywistość zweryfikowała wszelkie prognozy, włosy stanęły dęba zszokowane… tym, jak nieatrakcyjny jest to mecz.

Faworytem rywalizacji o ćwierćfinał byli podopieczni Sabelli, których do zwycięstwa poprowadzić miał – i tego dokonał – Lionel Messi. Gwiazda Barcelony była najjaśniejszym punktem w tym futbolowym bagnie, zaliczając udane dryblingi wokół całego pola karnego przeciwnika, stwarzając aż osiem okazji strzeleckich swoim partnerom, w tym tę najważniejszą, dla Angela Di Marii, po którego strzale w 117. minucie padła bramka.

tl_files/Mundial 2014/Zuraw/ARGSUImessi.png

Jednak tych, którzy spotkania nie oglądali (szczęściarze!), ostrzegam: nie dajcie się zwieść! Angel Di Maria znalazł się w gronie najgorszych aktorów tego widowiska. Los podarował mu szansę odkupienia, z której skorzystał. Zresztą zupełnie jak Wesley Sneijder czy Mesut Ozil wpoprzednich meczach. Mimo to, nie można zapomnieć o tym, że jeden z najlepszych piłkarzy sezonu Realu Madryt był główną postacią dzisiejszej piłkarskiej beznadziei. Argentyńczyk najpierw wyrównał, a następnie dzięki trzydziestu minutom w dogrywce pobił, rekord największej ilości strat piłki, który wisiał niedościgniony od prawie 50 lat (1966r.).Czego się dziś Di Maria nie dotknął, to… zepsuł. Najgorsze jednak było w tym wszystkim to, że nikt z jego partnerów tego nie zauważył i triumfator Ligi Mistrzów był cały czas pod grą.

Podobnie źle na murawie prezentował się Gonzalo Highuain. Były zawodnik Los Blancos właściwie nie miał pojęcia, co się wokół niego dzieje. Przy snajperze Napoli nawet Johan Djourou wyglądał jak naprawdę solidny zawodnik. Niewiele brakowało, by ten, który większość spotkania głównie przestał, wbiegł Di Marii w paradę w trakcie bramkowej akcji, w ostatniej chwili zdając sobie sprawę z tego, że biegnie w złą stronę.

Kontrastem dla fatalnych występów ofensywnych zawodników była dzisiaj postawa obrońców. A właściwie jednego – Rojo. Gdyby nie zaangażowanie, z jakim Messi atakował rywali, gracz Sportingu zasłużyłby pewnie w końcu na tytuł zawodnika meczu. To jedyny obok argentyńskiej „10” solidnie grający od początku mundialu zawodnik, z którego może skorzystać Sabella. Rojo królował na lewej stronie boiska, bardzo często podłączając się pod akcje ofensywne, zaliczając kilka ważnych przechwytów, odbiorów czy wybić piłki.

tl_files/Mundial 2014/Zuraw/ARGSUIrojo.png

W jedenastce z Europy, jednym z najlepszych zawodników na boisku był Ricardo Rodriguez. Tyle tylko, że cała Szwajcaria mocno cofnęła się w drugiej połowie, więc Szwajcar w drugiej odsłonie spotkania trochę znikł nam z radarów. Mimo to, nawet po przerwie imponował on swoją postawą w defensywie obok wspomnianego już Johana Djourou.

tl_files/Mundial 2014/Zuraw/ARGSUIrodriguez.png

I także bardzo podobnie, jak w obozie rywala, najlepszym graczem w ofensywnym kwartecie, był Xherdan Shaqiri ustawiony na „10”. Zawodnik Bayernu ponownie pokazuje, że gra przy linii bocznej w Bawarii mocno go ogranicza, a jak tylko zyskuje trochę miejsca wokół siebie, potrafi być naprawdę przydatnym zawodnikiem. Dużo bardziej, niż na dwa wyjścia w pierwszym składzie w całym sezonie. Szwajcar próbował dorównać Messiemu, wypracowując sześć sytuacji strzeleckich, ale zabrakło mu niewiele do pokonania go. Możliwe, że przede wszystkim trochę pokory, gdy w ostatniej minucie meczu zamiast samemu uderzać, mógł oddać rzut wolny na skraju pola karnego (swoją drogą uzyskany wskutek fatalnego nurkowania) Rodriguezowi.

tl_files/Mundial 2014/Zuraw/ARGSUIshaq.png

Argentyna awansuje, Messi ponownie króluje. Był to koncert pomyłek i fatalnych zagrań odegrany głównie przez ofensywnie usposobionych zawodników. Od fatalnie przestrzelonej setki Drmicia, przez bezcelowych ponad 50 dośrodkowań Argentyny, niewidocznych Highuaina czy Xhaki, po żałosne starty Di Marii. Nie da się stwierdzić, czy rzeczywiście wygrał lepszy, ale z pewnością przegrali ci, którzy spotkanie oglądali do ostatniej, 125. minuty. W końcu jak już dogrywka zbliża się ku końcowi, wszyscy myślami są już przy karnych. Zupełnie jak odpadający dziś Szwajcarzy...

i prezes związku piłki nożnej jednego z niezakwalifikowanych na Mudnial państw ;)

tl_files/Mundial 2014/Zuraw/boniek.png

Obserwuj autora na Twitterze: @jzvrawski

 
  • dodano: 01.07.2014 21:18
  • autor: Jakub Żurawski
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy