Na Orłach do 1/4 finału

To już osiemnasty dzień zmagań o tytuł najlepszej drużyny globu i największa impreza świata ani trochę nie zwalnia tempa. Pojedynek Francji z Nigerią nie był może piłkarską ucztą, ale z pewnością dostarczył nam sporej dawki typowych dla tegorocznego turnieju emocji. Zielono-białe Orły nie sprostały ofensywnej sile Les Blues i uległy 2:0 po bramce Paula Pogby i samobójczym trafieniu Yobo. Tym samym podopieczni  Didiera Deschampsa awansowali do ¼ finału, by w spokoju oczekiwać na swojego przeciwnika w walce o półfinał Mistrzostw Świata.

Zaczęło się jednak dosyć nieprzewidywanie. Większość z nas stawiała przecież na spokojną wygraną faworytów po – jak to często bywa w pojedynkach z afrykańskimi drużynami – pokazie ofensywnych fajerwerków. Trochę niespodziewanie, to jednak Nigeryjczycy od początku mocno przycisnęli rywala, próbując sprawdzić jego poziom koncentracji od pierwszego gwizdka. Piłkarska jakość Francuzów sprawiła jednak, że te próby nie przyniosły przełożenia na bramki, a spotkanie nam się wyrównało.

Zazwyczaj zwrot „wyrównane spotkanie” oznacza spokojną grę w środku pola. Jednak „równość” zaprezentowana przez Francuzów i ich rywali przypominała bardziej wyrównanie się wagi po położeniu 100 kilogramów na każdej z szal. Obydwie jedenastki rzuciły się w ferwor prawdziwej walki o awans, nie dbając za bardzo o to, by nie odpaść. Słowem: nie był to spektakl dla miłośników solidnej gry w defensywie. Dość powiedzieć, że odpowiedzialny za przerywanie akcji w środku pola Onazi ledwie dwa razy skutecznie odebrał piłkę (7 prób), a Blaise Matuidi dryblował – wykorzystując również słabość swojego vis-a-vis – z lepszą skutecznością, niż cała jedenastka Orłów.

tl_files/Mundial 2014/Zuraw/MatuidiVNGAtakeons.png

Podopieczni Deschampsa podeszli do tego spotkania jakby zbyt pewni siebie. Trójkolorowi grali na nieadekwatnym dla wagi spotkania luzie, co mogło się dla nich źle skończyć, gdyby nie minimalny spalony przy bramce strzelonej przez Emmanuela Emenike.  Z drugiej strony, trzy minuty później to Vincent Enyeama popisał się iście „ochoańskim” refleksem – oznacza to ni mniej, ni więcej, że został trafiony piłką – i wybronił piękne uderzenie z woleja Pogby po ładnej klepce z Valbueną.

tl_files/Mundial 2014/Zuraw/ValbuenaChCr.pngPrawdopodobnie najniższy piłkarz globu był zresztą najlepszym i najbardziej aktywnym piłkarzem swojego zespołu. Ofensywnie usposobiony gracz Olimpique Marsylia emanował pewnością siebie i epatował kreatywnością. W całym spotkaniu bezpośrednio stworzył swoim kolegom aż sześć okazji bramkowych – w tym, jak to ma w zwyczaju, ze świetnie wykonywanych stałych fragmentów gry – przyczyniając się w głównej mierze do każdego z trafień widniejących na tablicy wyników.

Z drugiej strony boiska, poczynania jego rywali były zbyt przewidywalne. Nigeryjczycy większość swoich akcji przeprowadzali prawą stroną, gdzie na skrzydle brylował Ambrose, któremu dużo miejsca swoimi zejściami do środka stwarzał Odemwinge. Niestety, ledwie dwa zagrania zawodnika Celticu dosięgnęły swojego celu w polu karnym. Więcej zamieszania w szeregach rywali robił wspomniany Odemwinge czy ten, który był najbliżej strzelenia bramki, Emmanuel Emenike.

tl_files/Mundial 2014/Zuraw/Ambrose.png

Zawiodła niestety skuteczność. I to po obu stronach boiska. Francuzi upodobali sobie brazylijskie poprzeczki, zaliczając dziś już szóste uderzenie w obramowanie bramki przeciwnika. Słaby występ zanotował Olivier Giroud, wokół którego ponownie pojawiły się pytania o prawdziwą piłkarską jakość. Napastnik Arsenalu zdołał nawet przegrać fizyczny pojedynek z Mosesem, co przy jego gabarytach jest niełatwym wyczynem. Niewiele lepiej za rywalizację z Enyeamą można ocenić Karima Benzemę ,który nie wykorzystał dziś co najmniej dwóch świetnych okazji do strzelenia bramki.

To jak poruszać się w ataku, podłączać się do akcji, przyśpieszać rozegranie podaniem i błyskawicznym ruchem bez piłki, pokazał wszystkim w ledwie pół godziny, wielki nieobecny wyjściowej jedenastki, Antoine Griezmann. To właśnie jego ruch do piłki, do spółki z zagraniem Valbueny, spowodował, że Yobo wpakował piłkę do własnej bramki. Młody gwiazdor Realu Sociedad wypracował też Benzemie najlepszą okazję bramkową tego spotkania i właściwie wymazał występ Oliviera Girouda z raportów dotyczących dzisiejszego meczu.

Aktualni mistrzowie Afryki pokazali się z dobrej strony, ale niestety w kluczowych momentach wyszedł na jaw znany na całym świecie afrykański sposób bronienia. Jednym z „prostszych” założeń taktycznych na to spotkanie byłoby krycie, niezwykle aktywnego w takich okazjach, Laurenta Kościelnego przy rzutach rożnych. Niestety nieumiejętność ograniczenia poczynań Francuza pozwoliła mu na oddawanie (niecelnych) strzałów, ale także i przyczyniła się do straty pierwszej bramki. To właśnie obrońca Arsenalu ułatwił Enyeamie popełnienie błędu przy wyjściu do dośrodkowania, który następnie wykorzystał Pogba.

Super Orły nie muszą być jednak wielce zawstydzone, gdyż pokazały się z dobrej strony w pojedynku ze zdecydowanym faworytem tej pary. Yobo i spółka mogli zresztą dużo częściej wyjmować piłkę z siatki, gdyby nie wspomniana francuska nieskuteczność. Na przestrzeni ledwie dziesięciu minut Nigeryjczycy wybijali piłkę z linii bramkowej, następnie ta uderzała w poprzeczkę, by na koniec strzał Benzemy obronił Enyeama.

Obserwuj autora na Twitterze: @jzvrawski

 
  • dodano: 30.06.2014 20:40
  • autor: Jakub Żurawski
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy