Puchar Szkocji kibicowsko

W niedzielne popołudnie na legendarnym stadionie Hampden Hibernian FC z Edynburga zmierzył się z Celtikiem Glasgow o Puchar Szkocji. Próby zdobycia tego trofeum przez piłkarzy z Easter Road od dłuższego czasu kończą się żałośnie... wystarczy nadmienić, że po raz ostatni zwycięstwo Hibsów w rozgrywkach pucharowych zanotowano w 1902 roku! Nie inaczej było i tym razem, Celtic wygrał zasłużenie i bez większych problemów 3:0. Nim jednak do tego doszło największe miasto Szkocji przeżyło najazd fanów ze stolicy!

Już od samego rana wszystkie wagony na trasie Edynburg – Glasgow były zatłoczone przez spragnionych zwycięstwa kibiców HFC. Starym zwyczajem, przy każdej tego typu imprezie, zabroniono spożywania alkoholu w pociagach przed i po meczu... Co ciekawe nikt nawet nie wpadł na pomysł zabrania ze sobą przysłowiowego „piwka na drogę”... jedyne co rzucało się w oczy to ogromna ilość 0,5l butelek coca-coli trzymanych przez zdecydowaną wiekszość podróżnych. Po każdym przejechanym kilometrze rozmowy w pociagu stawały się coraz głośniejsze ;) O ile na głównym dworcu kolejowym Edynburga – Waverley można było spotkać większą niż zwykle ilość patroli policji to w pociągu żadnego stróża prawa już nie było... a konduktora słychać było tylko przez głośniki gdy przypominał o prohibicji.

Po dotarciu do Glasgow kroki kibiców kierowały się do najbliższych pubów, barów, knajpek i każdego innego miejsca gdzie piwo lało sie strumieniami. Pisząc o kibicach mam na myśli osoby w przedziale wiekowym od 7 do 77 lat i trzeba tutaj zaznaczyć, że tzw płeć piękna nie stanowiła jedynie ułamka procenta w tej rzeszy fanów. Wszyscy w biało-zielonych barwach delektowali się piwem (najmłodsi popijali irn-bru... pomarańczową oranżadę, która jest dumą Szkocji... sprzedaje się jej więcej niż pepsi czy coli) wyczekując na godzine 15:00 kiedy to wyznaczono pierwszy gwizdek meczu. W całym tym tłumie na ulicach czy w pubach przewijali się kibice Celtów ale o jakiejkolwiek agresji nie było mowy. Ot, zupełnie obojętnie fani obu klubów mijali się na placach czy w kolejkach po kolejnego pinta piwa.

Na Hampden najszybciej można się dostać kolejką podmiejską za jedyne 2 funty i tym środkiem transportu kibice przemieszczali się z centrum na stadion, potem już ekspresowe wejście na obiekt (żadnych rewizji, pokazywania dokumentów czy innych pierdół znanych z polskich boisk) i każdy siadał na swoim miejscu. Bilety w cenie 35 i 10(studenci) funtów zostały w całości wyprzedane a każdy z klubów rozprowadził po 20.000 wejściówek wśród swoich fanów. Przed meczem trybuny pokryła kartoniada z jednej strony w barwach Hiberniana a po przeciwnej z datą założenia Celtic Glasgow. „Gospodarze” dodali do tego kilka świec dymnych... i to wszystko jesli chodzi o oprawy czy pirotechnikę. Doping na średnim poziomie z obu stron a mecz wyglądał trochę jak „gra o pietruszkę”. Hibsi chyba wyszli z założenia, że i tak nie wygrają a udział w Lidze Europy już mają zaklepany... mało walki, raptem trzy żółte kartki i po zawodach. Godne odnotowania były dwa momenty: pierwszy to wzięcie się za bary wszystich fanów Celtiku przy jednoczesny obróceniu sie plecami do murawy i rytmiczne podskakiwanie... efekt bardzo udany ale najciekawsze były komentarze kibiców Hibsów: „Poznań, Poznań...”. Drugi to ostatnie 5 minut meczu gdy pogodzeni z porażką szalikowcy z Edynburga potrafili ryknąć ze wszystkich gardeł i ciągnąć swe pieśni mimo 0:3 na murawie. Dostali za to oklaski na stojąco od fanów z Glasgow.

Zanim wszyscy Hibsi wrócili do domów po raz drugi opanowali puby w okolicach George Square, gdzie znajduje się dworzec kolejowy i tam w połączeniu z piwem dali pokaz swoich umiejętności wokalnych... nikt nawet nie pomstował na piłkarzy, humory dopisywały... ciekawe co by to było gdyby puchar powędrował na Easter Road?!

Daniel Wicher


 
  • dodano: 28.05.2013 23:05
  • autor: Joanna Jeż
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy