Zza oceanu do GieKSy - Tomasz Zahorski wraca do kraju

Z Ameryki do Katowic. Taką drogę przebył Tomasz Zahorski - były reprezentant Polski 3 lata temu opuścił Górnika Zabrze i wyjechał grać do USA. Po 3 latach wraca do 1 ligi by pomóc GieKSie w walce o powrót po 11 latach do polskiej ekstraklasy. Jak wyglądała jego gra w amerykańskim San Antonio Scorpions i  Charlotte Independence opowiada Tomek Moczerniuk, polonijny dziennikarz sportowy prowadzący portal www.papatomski.com :

Zahorski przyjechał do USA zupełnie w ciemno i było wielką niewiadomą czy mu się powiedzie. Trafił do Teksasu, do ekipy w której prym wiódł Holender Hans Denissen - zawodnik ten sezon wcześniej strzelił mnóstwo goli i stał się ulubieńcem publiczności. Tomek na początku grał u jego boku i szybko pokazał, że też potrafi strzelać. Jego pierwszy sezon indywidualnie był świetny, kilka meczy dla Scorpions wygrał niemal w pojedynkę. Generalnie jednak drużynie nie szło i trener Hankinson został zwolniony a jego miejsce zajął asystent Alen Marcina, który przewrócił drużynę do góry nogami. Scorpiony grały mniej ofensywnie, jednym napastnikiem. Zaczął stosować rotację, bo w ekipie był też Eric Hassli, który miał na koncie występy w Lidze Mistrzów. Tomkowi przyplątał się też uraz, który leczył kilka tygodni. Dlatego rok drugi, który przecież przyniósł Scorpionom tytuł mistrzowski North American Soccer League, nie mógł zaliczyć do udanych. Mimo wszystko na koniec sezonu stał się trzecim najlepszym strzelcem w historii Scorpions. 

Pod koniec sezonu Marcina otwarcie przyznał, że nie przedłużą z nim kontraktu. Zgłosił się po niego zupełnie nowy twór Charlotte Independence, który gra w 3. lidze amerykańskiej. Mieszanka rutyny z młodością, gdzie Tomek odgrywał rolę nauczyciela. Najlepsze spotkanie zaliczył w meczu z późniejszym mistrzem Rochester Rhinos, którzy - prócz meczu z Independence - nie przegrali ani razu. Tomek walnie przyczynił się do zwycięstwa 4:2. Głównie dzięki jego dobrej formie Charlotte zabrakło niewiele, aby awansować do playoffs. Tomek miał też świetną passę w rozgrywkach o Puchar USA, gdzie najpierw zaliczył hattrick a potem (po wyeliminowaniu wyżej notowanych Carolina RailHawks i New England Revolution) otworzył wynik meczu 5. rundy z Fire w Chicago. Niestety w pierwszej połowie odnowił mu się uraz i musiał zejść z boiska. Bez niego Charlotte się rozsypali i ostatecznie ulegli 1:3. Gdyby nie drobne, ale dotkliwe urazy - które wynikały po części z gry na sztucznej nawierzchni - Charlotte, które i tak było rewelacją rozgrywek - mogliby zajść dużo wyżej i z pewnością uzyskaliby awans do playoffs. 

Generalnie rzecz biorąc Tomek był świetnym ambasadorem polskiego futbolu. Już po pierwszym sezonie trafił na orbitę zainteresowań Cosmosu Nowy Jork, który jednak nie mógł zaoferować mu kontraktu ze względu na sytuację imigracyjną. Wiza którą otrzymał w pierwszym roku nie pozwalała mu np. grać w Kanadzie, bo nie wiadomo było czy zostałby wpuszczony z powrotem do USA. To i zarobki - bo w USA wciąż futbolistom płaci się mizerne grosze, a on zarabiał nieźle - zadecydowało, że nie zaistniał nigdzie wyżej, a szkoda, bo talent i umiejętności i charakter go do tego predysponował. 

Na pewno to nie był dla niego stracony czas. Mieszkał w gorącym Teksasie, gdzie sięgnął po tytuł mistrzowski. Potem uczestniczył w tworzeniu historii (pierwszy oficjalny sezon gry!) w Charlotte, które - jako miejsce do życia - bardziej mu się podobało niż San Antonio. Miał oferty gry w innych klubach w USA, ale zadecydował, że czas na powrót do domu. Gieksa będzie miała z niego spory pożytek, bo to człowiek, który wie czego chce, ma ambicje i sporo do zaoferowania. Oprócz tego ma wspaniałą rodzinę, która wspiera go w 200%.Oby tylko kontuzje omijały go szerokim łukiem.


Tomek Moczerniuk

 
  • dodano: 04.02.2016 19:44
  • autor: Paweł Stolarczyk
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy