Kasper Hamalainen: Chcę ustabilizować formę

Fińska rewelacja pierwszej części sezonu opowiada nam o swoim rosnącym dorobku bramkowym, nowych rolach na boisku, Macieju Skorży, Zaurze Sadajewie i o planach na przyszłość.

Obserwuj autora na Twitterze: @jzvrawski

Czy Kasper Hamalainen to najlepszy ofensywny pomocnik w polskiej lidze?

Dobre pierwsze pytanie. Myślę, że w Polsce występuje kilku świetnych zawodników na tej pozycji, jak Semir Stilić i Miroslav Radović. Są to jednak wszyscy piłkarze innego typu. Sam także staram się od nich różnić. Polegam bardziej na swojej szybkości. Na pewno chciałbym być najlepszy.

Ale nie jesteś?

Nie jestem pewien. Umieściłbym siebie w pierwszej trójce na tej pozycji.

W poprzednim sezonie rozegrałeś rekordową w karierze liczbę 36 spotkań. Czy tych ponad 4000 minut odbiło się na początku sezonu, kiedy to Ty i Lech nie zachwycaliście?

Mieliśmy podobny problem podczas pierwsze letniej przerwy po moim transferze. Lato zawsze jest dla nas z jakiegoś powodu trudne. Mamy problem nie tylko z wejściem w mecz, ale i w cały sezon. Wtedy przychodzą także spotkania w Lidze Europy, podczas których nie gramy najlepiej. Nie wiem dlaczego, ale nie gramy dobrze, gdy najbardziej tego potrzebujemy. Ani ja, ani też Lech, nie jesteśmy w formie, gdy zaczyna się sezon. Poprzednia kampania była długa, a wakacje dość krótkie. Możliwe, że czułem się lekko zmęczony.

Mariusz Rumak zimą zmienił system przygotowań do rundy wiosennej na wzór niemieckiego, bardziej zorientowanego na letnią walkę w pucharach. Pracowaliście ciężej podczas przerwy w rozgrywkach, ale nie przyniosło to wymiernych rezultatów w Lidze Europy.

Zimą trenowaliśmy naprawdę ostro I myślę, że było to widać podczas drugiej części sezonu, kiedy graliśmy bardzo dobrze. Byliśmy w dobrej formie, która powoli spadała i po wyjeździe na wakacje już nie odzyskaliśmy tego blasku. Zagrałem naprawdę dużo spotkań w poprzednim sezonie i chyba nie odpocząłem w pełni po sezonie.

Rywalizacja Legii i Lecha napędza oba kluby, a czy wyczyny Radovicia w ostatnim okresie dodatkowo Cię motywowały?

To jasne, że gdy oglądam w telewizji mecze Legii, patrzę na Radovicia. Lubię śledzić poczynania zawodników występujących na tej samej pozycji. Ofensywny pomocnik warszawiaków to piłkarz kompletny i nigdy nie widziałem, by zagrał choć jedno złe spotkanie. Oczywiście, nie jestem zadowolony, gdy Legioniści wygrywają. Może nie wywoływało to we mnie złości, ale w pewien sposób byłem zazdrosny o to, że Radović tak dobrze gra.

Jak Twój styl różni się od tego prezentowanego przez Serba?

Myślę, że bardziej polegam na swojej szybkości. Radović lubi więcej dryblować, szczególnie markować strzał lub dośrodkowanie i odkręcać po tym kółeczko. Nie widziałem za to, by często nabiegał na prostopadłe podania, co na pewno należy do moich ulubionych zagrań. Wydaje mi się też, że Rado częściej lubi być pod piłką.

W poprzednim całym sezonie zdobyłeś dziewięć bramek, w tym zanotowałeś już pięć trafień. Zakładając, że utrzymasz takie tempo, skończy się na dwucyfrówce. Czy poprawa dorobku strzeleckiego to jeden z Twoich celów na sezon?

Tak, moim celem jest zdobycie większej ilości bramek, niż w poprzednim roku. Jestem obecnie w dobrej formie, która przynosi ze sobą gole. Muszę kontynuować tą serię i upewnić się, że przebiję granicę dziesięciu trafień.

Jak oceniasz Darko Jevticia i waszą współpracę?

Lubię z nim grać. Widać, że ma futbol w żyłach. Wie, jak grać na małej przestrzeni, co udaje nam się podczas ostatnich spotkań. Myślę, że powinniśmy trzymać się blisko siebie, ponieważ takie wymiany piłek to dobry sposób na zgubienie obrońców. Czerpię przyjemność ze wspólnej gry z nim, gdyż wydaje mi się, że rozumiemy się bez słów.

Jak zapewne wiesz, Jevtić jest tylko wypożyczony z FC Basel. Widząc, jak wysokie masz o nim mniemanie, muszę zapytać, czy używałeś swojej pozycji w klubie, by wywrzeć presję na trenerze, by zatrzymał Szwajcara w Poznaniu?

Nie. Nie rozmawiałem z nim na ten temat.

Trener zdaje się będzie musiał zrezygnować z jednego z kreatywnych bądź defensywnych pomocników, by zmieścić typowego napastnika w składzie. Czy nie boisz się, że współpraca – jakkolwiek dobra – nie przerodzi się w rywalizację o miejsce w składzie?

Nie, na pewno nie tak to będzie wyglądało. Oczywiście, w każdym zespole są zawodnicy o podobnych umiejętnościach walczący o jedną pozycję w składzie, ale myślę, że moja i Darko uniwersalność okaże się tutaj pomocna. Ciężko jest decydować za trenera, bo nie wyglądało to najlepiej z Górnikiem Łęczna, ale… jego w tym głowa, by to poukładać.

Dużo mówi się ostatnio o mobilności Lecha, o wymienności pozycji w ataku. W spotkaniu z Łęczną przed polem karnym robiłeś nawet miejsce dla wchodzącego z linii środkowej Linettego. Całość jednak nie prezentowała się zbyt efektywnie. Gdzie leży granica wymienności pozycji i czy nie czujesz, że Lech ją ostatnio przekroczył?

Nie, nie wydaje mi się. Karol lubi włączać się do ofensywy, grać bardziej do przodu. Musimy się tylko upewnić, by ktoś zawsze uzupełniał jego brak w środku pola. Sam staram się to robić i gdy widzę, że Karol ma zamiar podłączyć się do akcji ofensywnej, zdarza mi się zbiegać do środka pola by go zaasekurować. Czasem jednak nie jest to takie łatwe.

Najwięcej problemów sprawiają nam zespoły, które przyjeżdżają do Poznania skupione na defensywie. Zdarza się, że wtedy zbyt wielu naszych zawodników bierze udział w akcjach ofensywnych. W takich momentach tworzy się dziura i jesteśmy otwarci na kontratak. Musimy się upewnić, że takie momenty nie będą miały miejsca.

Jak myślisz, czy to Lech jest tak mocnym zespołem, czy reszta ligi tak słaba, że inne drużyny nie potrafią tego wykorzystać przeciwko Wam?

Przypuszczam, że to przez zakładany przez nas pressing. Rywale nie mają wówczas czasu spojrzeć na pozostawionych bez opieki partnerów, zmuszeni są wybić piłkę i my możemy wrócić do konstruowania swoich akcji. To sposób, w jaki chcemy grać. Kiedy tracimy piłkę, momentalnie próbujemy ją odzyskać.

Jaka jest różnica pomiędzy występami za plecami Łukasza Teodorczyka a Zaura Sadajewa?

Wydaje mi się, że Łukasz był napastnikiem bardziej skupionym na grze w okolicach pola karnego, skąd strzelał większość bramek. Zaur przeciwnie, woli szukać gry szczególnie w bocznych sektorach boiska. Często zmienia pozycje, co pomaga przy rozegraniu piłki na jeden-dwa kontakty. Obaj różnią się od siebie, ale łączy ich jeden atrybut: siła.

Z którym z nich gra się lepiej?

Obydwaj mają swoje mocne strony i z każdym gra się nieco inaczej, bo są innymi typami napastników. Teo to lis pola karnego, urodził się po to, by strzelać bramki. Z Zaurem zagrałem ledwie dwa spotkania, ale już zdążyłem to polubić. Sadajew zawsze stara się być pod grą, lubi uczestniczyć w tworzeniu akcji nieustannie szukając dla siebie miejsca do otrzymania podania. Świadomość, że zawsze mogę do niego podać i za chwilę spodziewać się zagrania zwrotnego to jego wielki atut.

Jak więc oceniasz transfer Zaura do Poznania po dwóch miesiącach spędzonych z Czeczenem?

To napastnik, którego Lech potrzebuje. Jest silny, potrafi utrzymać piłkę. Co więcej, jest w stanie pomóc w rozegraniu jej. Kojarzyłem Sadajewa zanim dołączył do nas. Oglądałem go wcześniej, gdyż błyszczał już podczas występów w Lechii Gdańsk. Cieszę się, że gra w Lechu. Nie mogłem się doczekać wspólnej pracy z nim, bo byłem świadom jego potencjału.

Mimo to, śmiało można powiedzieć, że Zaur Sadajew nie ma dobrej prasy w Polsce. Czy nie uważasz, że to trochę niesprawiedliwe?

To rzeczywiście trochę nie fair. To dla niego nowy zespół, nowe środowisko. Musi przywyknąć do nowych metod treningowych i zaadaptować się do nowego stylu grania. Mimo to, już przejawia oznaki sporej jakości.

Trener Skorża zapowiada, że Lecha nauczy gry w kilku formacjach. Czy czujesz, że potrafiłbyś zaadaptować się do nowej roli, chociażby w formacji 4-3-3?

Grałem już w tym ustawieniu w Finlandii. Myślę, że to dobrze, że w swojej karierze występowałem na kilku pozycjach.Byłem już skrzydłowym, napastnikiem, a także ofensywnym, środkowym, a nawet tym najbardziej cofniętym z pomocników. Nie będzie więc to dla mnie żaden problem.

Czy te plany taktyczne Macieja Skorży sprawią, że Lechowi łatwiej się będzie grało w Europie?

Bardzo możliwe. To zależy tylko od tego, kiedy zaczniemy wypracowywać nowe ustawienie I różne style gry.

Po wysoko wygranym meczu z GKS-em, byłeś oczywiście zadowolony z trzech punktów, ale jako jeden z nielicznych zachowywałeś zdrowy rozsądek. Pozwolisz, że zacytuję: „Zyskaliśmy pewność siebie. W tym momencie gramy całkiem dobrze, ale są elementy w naszej grze, które możemy lepiej zorganizować. Jestem przekonany, że musimy więcej pracować, ale to dobry początek”. Ponieważ chwilę później przyszedł niefortunny remis z Koroną i przeciętny występ z Górnikiem, czy możesz wyjaśnić, co miałeś wówczas konkretnego na myśli?

Po meczu z GKS-em przyszła przerwa reprezentacyjna. Wiem z doświadczenia, że zespół ma wówczas problemy ze wskoczeniem na właściwe tory. Ta pewność siebie i ten rytm z wygranej 5:0 jakoś ulatują podczas tak długiej przerwy od gry. Zdecydowanie nie był to najlepszy czas na reprezentację. Były w tamtym spotkaniu momenty świetnej gry, ale nadal miałem wrażenie, że możemy grać lepiej. Było takich dziesięć czy piętnaście minut podczas tamtego spotkania, kiedy nie bardzo wiedzieliśmy, co mamy robić, jakbyśmy panikowali.  W takich momentach koniecznie jest zachowanie spokoju. To przyjdzie z czasem, jestem tego pewien.

Czy Lech ma problem z mentalnością?

Nie, nie sądzę. Szczególnie teraz, gdy z nowym trenerem siedzimy jak na szpilkach. Trener Skorża ma dobre podejście do tej sprawy. Kiedy mamy zły moment, wydaje proste instrukcje, za którymi po prostu musimy podążyć. „Przegrupować się”, „chwilę odczekać”, „zachować spokój”, „nie popełniać żadnych głupich błędów” i „skoncentrować się na obronie.”

Jak się czułeś po dość niefortunnych remisach, jak te z Legią i Koroną?

Potwornie rozczarowany, oczywiście. W takich momentach ma się wrażenie, że to jest jak zły sen; że to nie może znowu się dziać. Kiedy widziałem, jak w ostatnich sekundach spotkania w Kielcach piłka wpadła do naszej siatki, nie mogłem uwierzyć, że to nie sen. Był to dla nas cios, który kosztował nas sporo nerwów. Dlatego tak ważne są dla nas te trzy punkty z Górnikiem po bramce Keity.

A jak na ten remis w Kielcach zareagował Maciej Skorża? Słyszeliśmy efekty na czwartkowej konferencji prasowej, ale jak na ten rezultat zareagował bezpośrednio po meczu?

Możecie sobie tylko wyobrazić. Był oczywiście bardzo, bardzo zły. Nie spełniliśmy jego oczekiwań, nie zrobiliśmy tego, na co nas uczulał. W dodatku straciliśmy punkty w ostatniej minucie. Nie byliśmy wystarczająco skoncentrowani I przegraliśmy dwa ważne punkty. Był daleki od szczęścia z tego powodu, to na pewno.

Z perspektywy ponad 18 miesięcy, które tutaj spędziłeś, co się dla Ciebie zmieniło?

Znam to miejsce dużo lepiej. Myślę, że mogę powiedzieć, że czuję się tu jak w domu. Coraz lepiej rozumiem język polski I nie jest już dla mnie problemem bariera językowa podczas treningów.

Dla innych zawodników zza granicy stanowi ona przeszkodę?

Nie. Cały czas podczas zajęć mamy do dyspozycji tłumaczy, ale łatwiej jest rozumieć, co się wokół ciebie mówi. Inaczej jest słyszeć instrukcje z ust trenera, niż tłumacza.

Myślę, że można już powiedzieć, że doświadczyłeś w pełni uroków polskiej ligi. Jaka jest Twoja opinia na temat zamykania stadionów czy ograniczania ich pojemności za używanie rac?

Doświadczyłem już tego w Szwecji. To coś, na co piłkarze po prostu nie mają wpływu. W takich momentach musimy się zwyczajnie skupić na grze. To oczywiście smutne, że w trakcie sezonu jest kilka takich spotkań, gdy brakuje nam części publiczności. Są jednak inne trybuny, z których nadal dochodzi nas doping.

Co jednak w takiej sytuacji, gdy cały stadion jest zamknięty dla publiczności, jak podczas meczu z Piastem? Czy nie ma to wpływu na Twoją grę?

Trochę tak jest, bo czujemy się jakby to była gierka treningowa, a nie mecz ligowy. Ale nawet wtedy fani przyszli specjalnie dla nas pod stadion, skąd prowadzili doping, i skąd mogliśmy ich słyszeć. To był naprawdę miły gest z ich strony.

Kasper Hamalainen przychodził do Lecha Poznań wiosną 2013 roku, żeby załatać dziurę w środku pola Kolejorza, która powstała po odejściu z klubu Semira Stilicia. Czujesz, że wypełniłeś nadzieje z tym związane?

Mam taką nadzieję. Jestem zadowolony z czasu, jaki tu spędziłem. Mam nadzieję, że dostarczyłem swoją grą kilku ludziom pozytywnych emocji. Strzeliłem ostatnio kilka bramek, jestem w dobrej formie i czuję się szczęśliwy. Ale mam świadomość tego, że pobyt tutaj mógł być jeszcze lepszy. Chcę być lepszym zawodnikiem. Chcę, by Lech zachodził dalej w Lidze Europy, bo dotychczasowe wyniki są rozczarowaniem zarówno dla mnie, jak i całej drużyny.

Czujesz się doceniony za to, co do tej pory dałeś drużynie?

Tak, szczególnie ze strony samego zespołu. Koledzy byli dla mnie naprawdę wspaniali. Nie czytam zbyt wiele o sobie, więc nie wiem, jak to wygląda pod tym względem. Za to zdarza się, że na ulicy mieszkańcy miasta rozpoznają mnie I gratulują dobrego meczu. To zawsze miłe uczucie.

Mariusz Rumak powiedział o Tobie: „Kasper Hamalainen to piłkarz ze stali. Drobne stłuczenie nie robi na nim żadnego wrażenia. Nie widziałem piłkarza bardziej odpornego na ból”. Jaki jest sekret wytrzymałości Kaspra Hamalainena?

Ciężka praca. Naprawdę ciężka praca. Zanim przyjechałem do Poznania, zagrałem w każdym możliwym spotkaniu przez trzy lata pobytu w Szwecji. Moje ciało tym samym przyzwyczaiło się do dużych obciążeń. Ważne jest też, by słuchać swojego organizmu i go rozumieć. Głównym celem jest zawsze przygotowanie się do meczu. Dla mnie oznacza to, że gdy czuję, że coś może mi dolegać, czasem zdarza mi się odpuścić trening, a zamiast tego na przykład pojeździć na rowerze. Znam swoje ciało i kiedy tylko poczuję w nim jakąś zmianę, od razu wiem, jak uchronić się przed urazem.

Twój ojciec był biegaczem półdystansowym. Czy miał on jakiś wpływ ukształtowanie Twojej kondycji?

Na pewno geny pomogły. W dzieciństwie trenowałem też lekoatletykę, co na pewno nie jest bez znaczenia. Pomaga też fakt, że nie jestem zbyt ciężkim zawodnikiem i mój styl biegania jest dosyć ekonomiczny.

Masz 28 lat. Mówi się, że dla piłkarza to wiek, w którym osiąga swój maksymalny potencjał. Czy to, co widzimy dziś w barwach Kolejorza, to jest „maksimum Hamalainena”?

Nie. Myślę, że zostały we mnie jeszcze jakieś rezerwy. Są takie aspekty mojej gry, które chciałbym poprawić. Pracuję nad nimi każdego dnia na treningach. Mam nadzieję, że w ciągu następnych dwóch do trzech - maksymalnie czterech - lat, osiągnę szczyt swoich umiejętności.

Chciałbym wypracować pewien standard swojej gry. Czasami jeszcze zdarza się tak, że spośród dziewięćdziesięciu minut, trzydzieści jest odchylonych od pewnej normy. Chcę utrzymać stabilną formę, a do tego muszę jeszcze nabrać pewności siebie i zaufania do swoich umiejętności.

Twoja umowa z Lechem kończy się za niewiele ponad rok. Z tego, co wiem, nie ma w niej żadnej kwoty odstępnego, ani też opcji przedłużenia. Oznacza to, że już po sezonie będziesz mógł związać się z nowym klubem. Jakie są Twoje plany?

Sytuacja jest dość otwarta w tym momencie. Mam jeszcze rok umowy z Lechem. Jest wiele pytań dotyczących mojej przyszłości. Cały czas marzę o tym, by zagrać w jednej z wielkich lig, choć to akurat typowe dla każdego piłkarza. Nie wiem sam. Zobaczymy, w jakim miejscu będę za dwa lata. Na razie po prostu staram się utrzymać dobra dyspozycję. Kiedy tak się stanie, wszystko inne przyjdzie z łatwością. Najważniejszy cel na ten sezon - dobra forma, więcej bramek i punktów.

Mimo kilku lat profesjonalnej kariery, jeszcze nigdy nic nie wygrałeś. W 2012 roku zająłeś drugie miejsce w turnieju o Puchar Bałtyku i dwukrotnie na tej samej pozycji kończyłeś rozgrywki Ekstraklasy z Lechem. Jak się z tym czujesz?

Bardzo chciałbym coś wygrać. Kilka razy było bardzo blisko. Teraz, kiedy mam już dwadzieścia osiem lat, zaczynam rozumieć, jak mało czasu mi zostało, by wreszcie spełnić to marzenie. Kiedy jesteśmy bliscy zdobycia jakiegoś trofeum, naprawdę mocno to przeżywam. To dla mnie dość istotne, dlatego w tym roku planuję wreszcie tego dopiąć, czy to w Ekstraklasie czy w Pucharze Polski.

Jeśli się nie uda, będzie to oznaczało koniec Hamalainena w Lechu?

Ciężko powiedzieć z perspektywy listopada. Moim głównym celem jest wygrać coś tutaj. Potem zobaczymy, co się wydarzy.

Do pierwszego zespołu niedawno dołączył Jakub Serafin. Jak oceniasz umiejętności młodego ofensywnego pomocnika?

Nie widziałem go za dużo w akcji przez przerwę na rozgrywki międzynarodowe, ale od razu widać, że ma w sobie spory potencjał. Mimo młodego wieku, już imponuje wizją gry. Na pewno nie jest jeszcze fizycznie gotowy do gry na najwyższym poziomie. Myślę, że przyjemnie się będzie na niego patrzyło. Nie jest to zresztą pierwszy zawodnik z Akademii Lecha o takim talencie. W pierwszej kadrze gra już Karol Linetty.

Skoro już jesteśmy przy Linettym, w jakiej roli widzisz go na boisku? Bliżej siebie czy jednak bliżej czwórki obrońców?

Zdecydowanie w środku pola. Karol to wojownik, walczy o każdą piłkę. Potrzebujemy takich zawodników, którzy potrafią przerwać akcję przeciwnika i zapoczątkować celnym podaniem szybką kontrę. Jest dobrą “ósemką”.

Czy nie uważasz, że zwiększająca się liczba zawodników ofensywnie usposobionych w Kolejorzu, blokuje im drogę do pierwszej drużyny?

Trudno powiedzieć. Na pewno nie jest tak, że trener może włączyć do treningów z pierwszym składem kolejnych trzech czy czterech młodych zawodników. Ale teraz Jakub Serafin otrzymał swoją szansę. Pozwólmy mu zaadaptować się i stawać coraz lepszym. Jeśli rozwinie się tak, jak będzie tego chciał i zarazem tak, jak inni się tego spodziewają, to z pewnością będzie grał. Wszystko zależy od zawodnika.

Byłem w podobnej sytuacji, co on. Miałem siedemnaście lat, kiedy trener włączył mnie do pierwszej drużyny. Nie myślałem o tym zbyt wiele. Skupiłem się na treningach. Nie wiedziałem wówczas nawet, że będę grał w piłkę przez kolejnych dziesięć czy piętnaście lat. Dałem się po prostu ponieść chwili, zaliczyłem dobry debiut i… poszło. Kiedy ktoś daje ci szansę, trzeba ją wykorzystać.

I na koniec, pytanie, na które pewnie czekają wszyscy fani Lecha: Czy Lech zdobędzie tytuł?

Tak myślę. Biorąc pod uwagę sam potencjał kadrowy, jesteśmy świetnym zespołem. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli i zagramy na swoim poziomie, wygramy tytuł. Potrzebujemy trochę szczęścia i silnej psychiki. Potrzebujemy zwycięzców w zespole.

 
  • dodano: 03.11.2014 15:52
  • autor: Jakub Żurawski
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy