"Królewscy" wracają na tron!

Do trzeciej minuty doliczonego czasu gry Atletico Madryt cieszyło się ze zwycięstwa w Lidze Mistrzów. W samej końcówce „Królewskich” uratował Sergio Ramos. Ostatecznie Real wygrał po dogrywce aż 4:1. Wynik niesprawiedliwy, ale futbol ze sprawiedliwością nie ma przecież nic wspólnego. „Królewscy” po niesamowicie emocjonującym spotkaniu mogą cieszyć się z dziesiątego zwycięstwa w Lidze Mistrzów.

To „Królewscy” od pierwszych minut o wiele częściej przebywali przy piłce. Atletico zaczęło dość spokojnie, ale nie dało się zepchnąć do głębokiej defensywy. Piłkarze Realu atakowali, ale ciężko im było stworzyć sobie choć jedną dogodną sytuację. Raz Karim Benzema zagrał piłkę pomiędzy stoperami „Rojiblancos” do Garetha Bale'a, ale Walijczyk nie zdołał do niej dojść. Niby brakowało stuprocentowych okazji, ale spotkanie oglądało się dobrze. Nikt nie ustępował, czuć było, że mamy do czynienia ze spotkaniem derbowym.

Po tajemniczej kuracji końskim łożyskiem Simeone postawił od pierwszych minut na Diego Costę. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem. Najlepszy strzelec Atletico w 9. minucie poprosił o zmianę. Z jednej strony można sobie pomyśleć, że opiekun „Rojiblancos” kompletnie się ośmieszył i podjął niepotrzebne ryzyko. Z drugiej, trzeba go zrozumieć. Taki mecz może zdarzyć się raz w życiu. Nie chodzi o pomoc Costy w tym konkretnym meczu, ale bardziej podziękowanie za to, co zrobił dla Atletico w tym sezonie. A może była to część taktycznego planu genialnego „Cholo” Simeone?

Jedyną „setkę” w pierwszej połowie dla Realu miał Bale. Walijczyk skorzystał z błędu Tiago, popędził w stronę bramki Atletico i... fatalnie spudłował. Wydaje się, że lepszym wyjściem byłoby podanie do Cristiano Ronaldo. Swoją drogą, to nie był dzień Portugalczyka. Niewykorzystana okazja przez Bale'a bardzo szybko się zemściła. Każdy wie, jak wielkim atutem Atletico są stałe fragmenty gry. Zaczęło się właśnie od rzutu rożnego. Zgranie przed pole karne, dośrodkowanie Gabiego i duży błąd przy wyjściu do piłki doświadczonego Ikera Casillasa – to wszystko złożyło się na trafienie Diego Godina. Urugwajski stoper jest łowcą arcyważnych goli. W końcu to jego bramka z Barceloną w lidze dała mistrzostwo Hiszpanii.

Atletico wiedziało, że cofnięcie się wiązałoby się prawdopodobnie z szybkim wyrównaniem Realu. Podopieczni Simeone wymazali gola z pamięci i grali tak, jakby cały czas był bezbramkowy remis. „Rojiblancos” grali przeraźliwie pewnie. Oczywiście piłkarze Carlo Ancelottiego mieli okazje do wyrównania. Już w drugiej połowie z wolnego próbował CR7, kolejne dwie sytuacje miał też Bale, który w pojedynkę mógł wygrać Realowi to spotkanie. Obie drużyny mogły zdobyć bramki i druga strona nie mogłaby czuć się pokrzywdzona.

W końcówce imponował David Villa. Doświadczony snajper Atletico co chwila wracał na własną połowę. Raz przebiegł kilkanaście metrów, odebrał piłkę, przebiegł z nią kilka kolejnych i był faulowany. Mistrz. No i Godin... To on zagrzewał swoich kolegów do jeszcze większego wysiłku. Bo końcówka w wykonaniu „Rojiblancos” to gra siłą woli.

Fanom Atletico zrzedła mina, gdy Bjorn Kuipers doliczył do regulaminowego czasu aż pięć minut. Minęła jedna. Druga. Trzecia. I oni cały czas świętowali. Chwilę później do siatki trafił Sergio Ramos, za co dostał soczystego buziaka w policzek od Casillasa. - Życie ci jestem winien - miał powiedzieć później.

Na dogrywkę Atletico wyszło bardzo cofnięte. Piłkarze Simeone byli strasznie zmęczeni. Być może w pewnym momencie zabrakło tej jednej zmiany, który Argentyńczyk wykorzystał na samym początku. A Real? Po bramce z doliczonego czasu gry dostał wiatru w żagle. Na dziesięć minut przed końcem dogrywki za wszystkie zmarnowane okazje zrewanżował się Bale, który dobił uderzenie Angela Di Marii. Atletico jeszcze wierzyło. Zostało jeszcze sporo minut, ale „Królewskim” pomogło większe obycie z takimi spotkaniami. Z dystansu trafił Marcelo, a karnego wykorzystał jeszcze Cristiano Ronaldo.

Za takie mecze jedni futbol kochają, inni nienawidzą. „Decima”, czyli dziesiąty triumf w historii Ligi Mistrzów stała się faktem. Wielki szacunek dla „Królewskich”, którzy już po ostatnim gwizdku stworzyli szpaler dla pokonanych.

 
  • dodano: 24.05.2014 23:53
  • autor: Mateusz Michałek
  • Komentarzy ()
 
 

Partnerzy